Homilia bpa Andrzeja Czai wygłoszona podczas spotkania w Biskupowie – 17 grudnia 2011 r.

 
Drogie Siostry Zakonne, Współbracia Ojcowie, Bracia Kapłani.
Bardzo się cieszę, że podczas tego spotkania, podczas tej liturgii, Kochani, mamy okazję przełamać się słowem Pana.
Jak już wspomniałem, z dniem 17 grudnia wchodzimy w ten drugi etap, w czas bezpośredniego przygotowania na Święta Bożego Narodzenia, na przyjście Pana w sposób szczególny przy obchodzie Jego kolejnych urodzin.
Ma w tym czasie swój koloryt także liturgia, a jego wyrazistość, wielobarwność wybrzmiewa w słowie Bożym. Przede wszystkim od dzisiejszego dnia, następujących po sobie dniach będziemy słyszeć kolejne zapowiedzi przyjścia Pana. Tymi zapowiedziami, czerpanymi z Bożego Objawienia, Matka-Kościół chce nas otworzyć na Zbawiciela, jak najszerzej, jak tylko się da; otworzyć drzwi naszych serc, drzwi naszych domów rodzinnych, klasztorów, plebanii itd.
Słyszeliśmy przed chwilą jedną z najstarszych obietnic, jedną z najstarszych zapowiedzi Tego, który miał przyjść, Tego, który jest naszym udziałem i który przyszedł. To zapowiedź, jaka pada z ust patriarchy Jakuba. Jakub mówi o Tym, do którego należy Prawo i który, gdy przyjdzie zdobędzie posłuch u narodów. To jest ta zapowiedź Jakubowa. „Przyjdzie Ten, do którego należy berło i zdobędzie posłuch u narodów.” 
Zapowiedzią jest także rodowód, który przed chwilą został odczytany, zawarty w Ewangelii według św. Mateusza. W tym rodowodzie, zwłaszcza w ostatnim zdaniu wybrzmiewa, w ostatnim fragmencie właściwie, wybrzmiewa to, że przyjdzie Chrystus, że przyjdzie Mesjasz. Chodzi o Tego, który będzie nosił imię Jezus, ale będzie zwany Chrystusem. U końca rodowodu słyszymy, że Jakub jest ojcem Józefa – męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem. Właściwie mniej zapowiedź, a stwierdzenie faktów, oznajmienie. Ten rodowód, którym rozpoczyna Mateusz swoją Ewangelię, jest dla nas bardzo ważny z dwóch zwłaszcza powodów. Uświadamia nam realność człowieczeństwa Jezusa, że Boży Syn jest też prawdziwym człowiekiem. 
U początku chrześcijaństwa były bowiem błędy w nauczaniu o człowieczeństwie Jezusa. Jedni mówili, że miał ciało pozorne – doketyści. Inni, jak Apolinary, mówili, że miał ciało niepełne, bo w miejsce rozumnej duszy wszedł boski Logos. 
Temu chrześcijaństwo jednoznacznie się oparło. Nie. Jezus z Nazaretu zwany Chrystusem to Bóg i Człowiek zarazem. Bóg – Człowiek, który jest nam dany. To Ten, który jest naszym pośrednikiem. W sobie zjednał dwa światy: boski i ludzki.
Ten rodowód ma jeszcze dla nas inne znaczenie. Słyszymy tutaj imiona wielu przodków Jezusa. My wiemy, przynajmniej o niektórych z nich, że ich życie nie zawsze było świetlane, nie zawsze było przykładne, a czasem nawet bardzo grzeszne. Jezus jako potomek całego tego rodu, przedstawionego w rodowodzie, jest Tym, który bierze to dziedzictwo, można powiedzieć obciążenia, dziedzictwo grzechu rodzaju ludzkiego. To, co jest potem jednoznacznie objawione podczas chrztu w Jordanie i Jego mesjański urząd, ale też i to, że stanął w wodach Jordanu i wziął na siebie grzech rodzaju ludzkiego, wszelkie nasze grzechy, to nam uświadamia także rodowód. On jest Tym, który wziął na siebie to brzemię grzechu swoich przodków. A więc jest nam w ten sposób, przez rodowód objawiony i jako Mesjasz i nasz Zbawiciel. 
Co nam liturgia podpowiada? Jak się zachować w tej sytuacji, kiedy wybrzmiewa zapowiedź przyjścia Tego, którego jest berło – z ust Jakuba? Jak mamy się zachować wobec tego Mateuszowego stwierdzenia, że narodził się Jezus zwany Chrystusem? 
Liturgia wkłada nam najpierw w usta, w modlitwie dnia, jak słyszeliśmy, bardzo konkretną prośbę, aby Bóg dał nam udział w swoim Synu. O to dziś prosimy Boga w modlitwie dnia. O udział w Bożym Synu – mieć udział w Chrystusie. Ten udział jest nam dany w chwili chrztu, ale chodzi o to, byśmy tego udziału w Chrystusie nie zmarnowali; żeby ten nasz udział przybierał stale postać participatio actuosa, jak mówią Ojcowie Soboru, czyli tego uczestnictwa aktywnego, zaangażowanego. Chodzi o udział zaangażowany w Chrystusa. Nasze życie ma być takim wielkim zaangażowaniem w Chrystusa. O to dziś prosimy Boga w modlitwie.
W aklamacji przed Ewangelią wybrzmiewa zaś inna prośba. Matka-Kościół wkłada w nasze usta: „Mądrości Najwyższego, która urządzasz wszystko mocno i łagodnie, przyjdź i naucz nas drogi roztropności”. Słyszymy tu Maranna tha – Przyjdź i naucz nas drogi roztropności. A więc participatio actuosa, to nasze aktywne uczestnictwo w Chrystusie, to zaangażowanie w Chrystusa, zaangażowanie w Jego misję, jaką nam zostawił, zlecił – szerzenie Królestwa Bożego na świecie, powinno się dokonywać drogą roztropności. Ta droga roztropności jest w Biblii bardzo różnorako charakteryzowana. Zachęcam Was do zgłębiania tutaj tego dzisiejszego wołania w stronę Przychodzącego: Naucz nas drogi roztropności. To rzeczywiście w tych dniach mam to rozważyć, bo ta roztropność nie ma zabić w nas entuzjazmu, to nie ma być zachowawczość. Ta roztropność nie może też w nas zabić radykalizmu. Tu jest coś z tego, o czym Jezus mówi – by powiązać, zintegrować w sobie coś z węża i coś z gołębicy. 
Jest jeszcze jedna rzecz, którą podpowiada nam Matka-Kościół, gdy słyszymy zapowiedź i oznajmienie: zapowiedź, że Pan przyjdzie i oznajmienie: że narodził się Jezus zwany Chrystusem. To jest wezwanie zawarte w antyfonie na wejście: „Zabrzmijcie weselem niebiosa. Raduj się ziemio, bo Pan przyjdzie i ulituje się nad biednymi”. Wezwanie do radości, ono wybrzmiewa nam co roku, zwłaszcza w okresie Adwentu, zwłaszcza od trzeciej Niedzieli Adwentu, od Gaudete: „Radujcie się zawsze w Panu. Jeszcze raz powtarzam radujcie się. Pan jest blisko” – antyfona na wejście tej niedzieli. Słyszeliśmy w niedzielę, w Liście do Tesaloniczan mocne stwierdzenie św. Pawła: „Zawsze się radujcie”. A przed nami jest anielskie oznajmienie do pasterzy: „Nie bójcie się. Oto zwiastuję wam radość wielką”. Trzeba nam się rozradować, trzeba nam się zawsze radować. 
Wezwanie do radości może nawet rodzić w sercu człowieka bunt, kiedy przychodzą trudne chwile, kiedy w sercu nieraz wiele niepokoju. „Co mi tu Biskup będzie gadał o radości? To tak się lekko mówi! Gdyby Ksiądz Biskup przeżywał to, co ja teraz przeżywam, to by nie było Biskupowi do śmiechu!” A… to nie o śmiech właśnie chodzi. To nie o śmiech chodzi. Codzienność nasza napawa nas nieraz niepokojem. Są rzeczywistości, które nas wręcz zasmucają i rodzą w sercu wiele obaw, nawet lęk, czasem strach. Są i te rzeczy wokół nas dramatyczne, tragiczne wręcz: prześladowanie chrześcijan, wiele konfliktów nawet zbrojnych, wiele konfliktów nawet w rodzinach, w naszym Kościele, konfliktów nieraz w naszych domach zakonnych, plebaniach, wiele kryzysów nie tylko gospodarczych, nie tylko małżeńskich, ale też życia zakonnego, kapłańskiego. Nie raz trudno związać koniec z końcem w budżecie rodzinnym. Ale czasem trudno związać koniec z końcem w przeżywaniu tego, co nas spotyka w dzisiejszym świecie. Znajdujemy się nieraz w sytuacji, która przypomina tę, o której mówił już Jeremiasz: „Prorok i kapłan błąkają się po kraju i nic nie rozumieją”. A Kościół-Matka nasza woła: „Radujcie się, zawsze się radujcie! Radujcie się w Panu!”. W owej antyfonie na wejście w niedzielę Gaudete jest też wskazany powód radości. „Jeszcze raz powtarzam, radujcie się. Pan jest blisko”. I to jest dla nas wszystkich chrześcijan ten trwały, stały powód do radowania się. Chrześcijanin nie tyle raduje się z tego, co go spotyka, gdy jest wiele powodzenia w życiu, wiele pomyślności -  no to wtedy łatwo się można radować. Nie! Chrześcijanin raduje się także wtedy, kiedy są niepowodzenia, kiedy są trudy i znoje, kiedy nawet cierpienie. Raduje się w Panu, w głębi swego serca. Nie pozwala zabrać sobie pokoju, który nie jest ze świata, ale od Pana jest nam dany. Chrześcijanin świętuje, ma bowiem trwały powód do radowania się. 
Jesteśmy blisko Świąt. To jest ta podstawa trwałej radości, że Pan jest z nami, że nasz Bóg jest Emmanuelem, jest Bogiem z nami. I tym trzeba nam się stale radować. Co więcej, Święta, które są przed nami, dobitnie nam uświadamiają i drugi powód, taki trwały powód do radowania się – bogate obdarowanie. Ten zwyczaj stawiania w domu drzewka, które z czasem było przyozdabiane bogato i pod którym coraz bogatsze prezenty, to wszystko jest symbolem rzeczywistości głębszej. Zatem można powiedzieć, że za tym zewnętrznym obyczajem jest cała głębia myśli, tylko nie zawsze my o tym pamiętamy, ale nasi przodkowie właśnie tym znakiem – stawiania choinki, przyozdabiania jej, uświadamiali sobie, że jest wielka łaska nam dana. Podczas Pasterki czytamy fragment z Listu do Tytusa: „Ukazała się łaska Boga nad nami”. Łaska… Tą łaską jest Jezus, jest to pochylenie się Boga nad nami, udzielenie się Boga nam. Tą łaską jest Jezus, a z Jezusem całe bogactwo wsparcia nas, które najczęściej określamy krótko: łaska i prawda. Podczas gdy Prawo przyszło przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa: „Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali łaskę po łasce”. I to tak płynie nieustannie. I trzeba wejść, czasem wchodzić w tę rzekę łaski, by nie uronić nic z tej przepływającej stale łaski z niebios ku nam, żeby ta łaska nie została zmarnowana. To jest drugi powód, trwały powód radości chrześcijanina. Pan jest  blisko i Pan nas obdarował i Pan nas obdarowuje stale. Wystarczy wspomnieć choćby dary, które są naszym udziałem trwałym, jeśli tylko nie zrywamy żywej więzi z Bogiem, jeśli tylko trwamy w stanie łaski uświęcającej. To jest przecież łaska dziecięctwa Bożego, łaska bycia domownikiem Boga, domownikiem tego Bożego domu, jakim tu na ziemi jest Kościół – ta duchowa świątynia, którą On sam wznosi tutaj z nas – żywych kamieni. Jesteśmy domownikami tego Bożego domu. Jesteśmy też dziedzicami Królestwa Bożego. 
Wiele już mamy, a jaka wspaniała oferta i perspektywa jeszcze przed nami. Jakże się tym nie cieszyć? Jakże się tym nie radować? I nie chodzi tylko o to, żeby na twarzy był przyszywany uśmiech, ale radość i pokój serca, entuzjazm w Bogu, w Panu. Chrześcijanin też wie, że jest i trzeci powód radowania się. Rzecz jasna tych powodów jest więcej, ale tu akcentuję trzy zasadnicze powody radości chrześcijańskiej. Ten trzeci to miłość Pana do nas, której wyrazem jest krzyż. Kontemplacja betlejemskiego żłóbka, Dzieciątka w stajni, Bożego Dzieciątka musi się dokonywać w perspektywie krzyża. Ten krzyż jest niezbitym, pewnym dowodem miłości Boga do nas. Jakże się nie cieszyć skoro Bóg tak nas kocha, że życie swoje dał? Jakże się tym nie radować i jakże z tego powodu nie mieć pokoju w sercu i jakże z tego powodu nie chcieć się zaangażować w roznoszenie tej radosnej nowiny, że Bóg jest, jest z nami, że bogato obdarowuje, piękną perspektywę przed nami stawia i do końca nas miłuje.
Drogie Siostry, Kochani Bracia, Ojcowie, Kapłani, wszyscy tu zgromadzeni, chciejmy się na nowo przejąć tym wspaniałym orędziem, które przeżywamy teraz w Adwencie, które jest przed nami w Bożym Narodzeniu. Chciejmy się przejąć i zapowiedziami Pana i tymi oznajmieniami, że narodził się nam Zbawiciel. Chciejmy podjąć roztropną drogę, aby nie uronić nic z tego udziału, który jest nam dany od dnia chrztu. Chciejmy się rozradować tak, żeby niejako serce nie wytrzymało i podpaliło w nas zapał do głoszenia radosnej nowiny tym, którzy dzisiaj są pośród nas i tym, do których jesteśmy posłani. Amen.
 



Pliki cookie pomagają nam udostępniać nasze usługi. Korzystając z serwisu, zgadzasz się na użycie plików cookie.