Życie konsekrowane w Kościele - naszym domu

Drogi Biskupie Andrzeju, Pasterzu Kościoła Opolskiego,
Biskupie Janie – Seniorze Diecezji Gliwickiej,
Drodzy Współbracia-Ojcowie, Bracia i Siostry zakonne, 
Siostry i Bracia w Chrystusie!
Od lat podejmujemy refleksję nad niezwykłym fenomenem tej formy życia chrześcijańskiego, w której do głosu dochodzi nade wszystko poszukiwanie wzniosłego poziomu życia, łączącego człowieka ze swym Stwórcą i Zbawicielem. Rodziło się ono oddolnie, na drodze zindywidualizowanego postrzegania istotnych elementów, pozwalających zbliżyć się do świętości, czyli ideału naszego pielgrzymowania przez życie i czas. Wspólną myślą było poszukiwanie sposobów uwolnienia się od krępującej przeciętności, rozpłynięcia się w zwykłych, światowych zadaniach, poprzez które nie zawsze można było dostrzec blask rzeczywistości nadprzyrodzonej. 
Niebagatelnym względem była także chęć zamanifestowania swej dezaprobaty dla warunków politycznych i społecznych, które u schyłku epoki antycznej stawały się coraz bardziej doskwierające. Pokusa usunięcia się ze świata, zbudowanie sobie własnego, zamkniętego i uformowanego dla własnych celów świata - mogła prowadzić albo do dziwactwa, albo do zanegowania właściwego wymiaru Chrystusowego wezwania, by nie potępiać świata, lecz go przemieniać. Ten etap byłby bardzo interesującym przedmiotem refleksji dla szczegółowego prześledzenia procesu dochodzenia do posłuszeństwa wiary w Kościele. Mistrzowie życia wewnętrznego, duchowego - owszem - popierali i kierowali do tego stanu, akcentowali przy tym potrzebę zatrzymania chociażby cząstki naszego zainteresowania światem, od którego nie można się odsunąć, a tym bardziej - potępiać. Pozostaje jednak ciągle otwarte pytanie: jak budować świat naszego wnętrza, zainteresowania się Kościołem na drodze do człowieka? Bo nie możemy żyć obok siebie, jak gdyby oddzieleni, lecz musi zawsze znaleźć się ktoś, kto rozbuduje istniejącą platformę dostrzegania wszystkich elementów ludzkiego życia w pełnej harmonii z podnietami Bożych charyzmatów. Stąd się wzięła ta forma posługiwania, która mogła u początków wydawać się czymś dziwacznym, może nawet egoistycznym, ale zawsze charakteryzującym się wewnętrznym uporządkowaniem, z czego wielu korzystało. 
Jesteśmy świadomi, że ocena życia konsekrowanego najczęściej zasadza się na uwzględnieniu tęsknoty za uwolnieniem się od ziemskich niedoskonałości. Zawsze coś uwiera, gdy brak nam uporządkowania, więc chętnie skłaniamy się ku innym, najczęściej łatwiejszym rozwiązaniom. Coś jednak zawsze pozostaje po drugiej stronie: ludzki dom, pełen zwykłych, codziennych spraw do przeprowadzenia. I trzeba zapytać: czy ten dom jest odbiciem dojrzałych tęsknot? Czy może w nim potęgują się ludzkie kompleksy i gromadzi się zbyteczna energia, w której nie ma mocy do skierowania jej we właściwym kierunku? 
I w tym momencie trafiamy na Kościół - wielką i ponadczasową wspólnotę ludzi, zgromadzonych wokół Jezusa Chrystusa. Kościół, będący naszym domem. Dziś warto sobie zadać trud odpowiedzenia: czy życie zakonne jest osadzone na domu, czy jest uwierającą obcością? Czy jest naprawdę domem? Myślę, że to nie jest pytanie na pustą zabawę, lecz na ważne przetrząsanie swojego sumienia. W takiej uroczystej chwili przyzwyczajeni jesteśmy chwalić i głaskać, ale warto jednak poważnie pomyśleć. Znamy to z dziejów kilkunastu wieków Kościoła, i to zarówno w odniesieniu do biskupów, prezbiterów i właśnie osób życia konsekrowanego: jeżeli nie czujemy domu, nie utrzymamy naszego charyzmatu. Ciągle będziemy się z niego wyprowadzać, szukać czegoś innego. Wiemy, dla ilu wspaniałych skądinąd osób, kończyło się to dramatem, tragedią. W tym momencie warto przywołać św. Augustyna, świadka Kościoła przełomu IV i V wieku, jak dawał rady i mniszkom, i mnichom i kapłanom, a nawet biskupom: jeżeli nie zbudujesz domu w sobie samym, będziesz wiecznym tułaczem, ciągle nowe świecidełko będzie cię zajmować, nie poczujesz bezpiecznej przystani... Warto do tego wrócić. I czy nie nadszedł czas, by powrócić do właściwego posługiwania człowieka „na pustyni” - czyli do modlitwy: za siebie, za drugiego człowieka, za świat...? Skoro życie apostolskie, czynne przechodzi w inne ręce, a zakony upodabniając się coraz bardziej do innych form duszpasterstwa - czy wzmocnienie dialogu z Bogiem nie byłoby istotnym wsparciem i uzyskaniem przekonującego uzasadnienia? Chyba nie jest przypadkiem, że na tzw. konsumpcjonistycznym Zachodzie, gdzie życie konsekrowane, podobnie jak i kapłaństwo „duszpasterskie” przeżywają kryzys, akurat rozkwitają wspólnoty kontemplacyjne? Może to impuls Dnia Życia Konsekrowanego?
Przeżyjmy tegoroczny Dzień na modlitwie, szukając kierunku. Z wdzięcznością przyjmijmy samego Pana, który czuwa nad nami i nie pozwoli upaść swemu słowu i swemu natchnieniu. I bądźmy wdzięczni za każdy dar, który otrzymujemy. Amen.
 



Pliki cookie pomagają nam udostępniać nasze usługi. Korzystając z serwisu, zgadzasz się na użycie plików cookie.