Bp Andrzej Czaja

Jak budować relacje w codzienności. Głos w dyskusji panelowej

 
Mamy mało czasu, więc tylko w punktach. Pytanie, które postawiono: Jak budować wzajemne relacje w codzienności?, by we wspólnotach naszych, inaczej powiem, w domach naszych, w zgromadzeniu kształtowała się komunia i rozwijała się duchowość komunii rodzi najpierw taką myśl. Trzeba, byśmy każdy z nas postawili sobie, jako zasadę wręcz, że to ode mnie, jeśli nie wszystko, to wiele zależy. 
Bo najczęściej jest tak, że niewiele mogę, ponieważ ten to, ten tamto, a ta to itd. i znajdujemy mnóstwo właściwie winowajców i ja nic nie mogę. Trzeba to sobie założyć, że jeśli nie wszystko to jednak wiele ode mnie zależy. I w tym momencie pozytywnie zaczynam angażować się w tę codzienność, wnoszę swój wkład i jeśli się w tym spotykamy, jeśli każdy ma takie założenie, to będzie pozytywny rozwój, a jeżeli będziemy utyskiwać, bo jest tyle różnych uwarunkowań i tyle zła i tego się nie da zmienić, to po prostu będzie ciągle destrukcja. To jest pierwsze.
Druga rzecz. Skoro wszystko ode mnie zależy, a tak jest, bo zależy od ojca, od matki, od dziecka, jak rodzina wygląda, jaki jest dom, bo może być tratwą, a może być rzeczywiście domem, a może być tylko hotelem, dworcem. To zależy tylko od zachowania członków rodziny. I tak też jest z nami, we wspólnocie seminaryjnej, prezbiterium, w zgromadzeniach, we wspólnotach życia konsekrowanego. Jeśli tak, to trzeba myśleć o ciele, o głowie, o sercu. 
1. Ciało, od tego zacznę, choć najmniej tutaj miejsca poświęcę, chociaż tego nie raz w ogóle nie bierzemy pod uwagę, a zasada jest prosta: w zdrowym ciele zdrowy duch. Trzeba naprawdę dbać o swoje zdrowie i o wypoczynek, o rekreację. Mamy z tym dużo problemów. Myślę, że wszyscy i kapłani, i biskupi. Ja osobiście nie wyniosłem z seminarium, że podstawowym wymiarem mojego duszpasterzowania jest też troska o moje zdrowie.
2. Drugi punkt tutaj – meblowanie głowy. Tutaj będzie trochę dłużej. Muszę mieć świadomość, muszę mieć jasną świadomość zwłaszcza trzech rzeczy: 
swojej tożsamości, a nasza tożsamość czy to kapłańska, czy życia konsekrowanego, to tożsamość zbudowana na Boskim darze, a więc tożsamość obdarowania. Jeśli to przeżywam jest wiele we mnie rozradowania. Nie ma utyskiwania, nie ma malkontenctwa, nie ma zgorzknienia, bo jestem obdarowany i tym żyję i tym się chcę dzielić. 
Muszę mieć też w tej świadomości to, że wchodząc do wspólnoty życia konsekrowanego podejmuję pewien charyzmat, czyli muszę się z tym liczyć. Inaczej to byłoby bez sensu. Ja muszę mieć jasno ukierunkowane życie. Wszedłem do tej wspólnoty to przyjmuję, tak powiedzmy, sposób funkcjonowania życia, konstytucje tej wspólnoty, oparte o określony charyzmat. I jeśli tak, to musi być u podstaw uległość, subordynacja, ale ustawiajmy to jednoznacznie – Bogu. Przy czym ta uległość Bogu teraz w codzienności realizuje się w ten sposób, że odczytuję to, czego Bóg oczekuje ode mnie i ze słowa, w które się wsłuchuję i w codzienność, w doświadczenia, i w głos przełożonego itd.
Jeśli chodzi o świadomość, to musze też pamiętać, że jestem we wspólnocie. Skoro obrałem, czy obrałam życie konsekrowane no to we wspólnocie. Jeśli tak to są dwa cenne wskazania w programie duszpasterskim na najbliższy rok – Kościół naszym domem. Trzeba nam dbać o zadomowienie i udomowienie kościoła, w tym przypadku konkretnej wspólnoty domu. Zadomowienie i udomowienie. Zadomowić się to właściwie zaangażować się. Tu chodzi o świadectwo mojej obecności, to co właściwie Konstytucja o Liturgii najtrafniej wyraża słowem, które można bogato tłumaczyć i papieże też nie raz się do niego odnoszą – participatia actuosa – aktywne uczestnictwo. Tu nie chodzi o aktywizm, ale o aktywne uczestnictwo w życiu tej wspólnoty. I druga rzecz otwartość. Zadomowienie to moja obecność. Nie w obłokach ale o realia oparta. Udomowienie tej wspólnoty to czynienie z niej domu także dla innych. To otwartość na tych, którzy są nawet poza nią, ale też otwartość wobec tych, którzy ją kształtują. W realiach codzienności, myślę, że dwie podpowiedzi Benedykta XVI w książce Jezus z Nazaretu w drugiej części, są szczególnie cenne. Mówi, że rzeczą, która nas dzisiaj bardzo pożera, jakby wręcz morowym powietrzem, jest nasza ospałość i otępiałość. A to jest dla mocy ciemności, tak bym powiedział, najbardziej dogodny czas. Kiedy my jesteśmy otępiali i ospali. I druga rzecz – kiedy jesteśmy smutni. Kiedy nie przeżywamy tego, że z nami jest Pan, że On tuż obok jest. Apostołowie, którzy się pożegnali z Panem, to jest w ostatnich akapitach książki, schodzą z Góry Oliwnej wcale nie zasmuceni, ale pełni radości, bo jest z nimi Pan. Przeżywanie obecności Pana jest bardzo ważne, by w tej wspólnocie było jak najwięcej tego zadomowienia i udomowienia. 
3. Meblowanie serca – to jest trzeci poziom. Chrześcijaństwo to coś więcej, niż miłujmy się nawzajem. Miłujmy się nawzajem, ale w Chrystusie. Meblowanie serca to przede wszystkim ciągła troska o to, by w tym sercu było miejsce dla Boga, by w tym sercu był po prostu Bóg. Trzeba zatem pilnować żywej komunii z Bogiem, ciągle. Ten rok „Kościół naszym domem” zakłada to, co było w tym roku – „W komunii z Bogiem”. To zawsze będzie podstawą do wszystkiego. Trzeba więc tej komunii pilnować i to z dwóch powodów:
by wziąć miłość, która mi pozwala realizować ten trudny program życia, życia konsekrowanego, niezależnie od charyzmatu. Dobrze wiem, że każda forma życia konsekrowanego nie jest łatwa, jest trudem, jest wyzwaniem wielkim. U podstaw jest obdarowanie, więc jest realne, żeby zrealizować ten program, ale potrzebujemy ciągle wsparcia, otwarcia na miłość, na potęgę miłości Boga. W tej miłości możemy wielkich rzeczy dokonać. Stąd nie dziwmy się, że to wołanie o adorację tak mocno wychodzi u Benedykta. On wie, co mówi. To trwanie przed Panem: Astarem coram Te e Tibi ministrare. W takiej kolejności. I to nie raz jest dzisiaj zaniedbywane. Gdzieś tylko zerknąłem na książkę arcybiskupa Michalika i taką śmiałą tezę tam mówi, że dzisiaj przeciętny ksiądz zdecydowanie więcej czasu ma na telewizję jak na adorację. Dlatego nie może być dobrze. 
trzeba dbać o serce, by był nim Bóg, by mieć co dać. Inaczej będę próbował komuś swoją próżność wlać. To, o czym tutaj też ks. Joachim mówił, że my nie raz chcemy zawłaszczyć wręcz drugim, bo on ma tak reagować, jak ja reaguję, bo on ma tak przeżywać, jak ja przeżywam, on ma wziąć to, co mi się podoba. A dajmy Boga. Wtedy sami będziemy się podciągać, żeby żyć Bogiem i jeszcze innym będziemy Boga dawać. Więc to jest to, jeśli chodzi o meblowanie serca.
Budowanie. Jeśli chodzi o to budowanie wspólnoty, komunii w Kościele powszechnym i małych środowiskach jak parafia, jak też w naszych małych wspólnotach domowych życia konsekrowanego, to ciągle wielkim wyzwaniem jest tzw. mała eklezjologia Jezusa, czyli mowa o budowaniu Kościoła, zawarta w 18. rozdziale Ewangelii Mateusza. 6 punktów:
Jezus wzywa ciągle, apeluje o postawę dziecka, a więc prostota a jednocześnie zaangażowanie w ten świat wokół mnie.
Dobry przykład, jako antyteza do zgorszenia, które jest mocno piętnowane. Świadectwo, o którym tutaj też już była mowa.
Troska o małych. „Jest wolą Ojca mego, aby nie zginęło choćby nawet jedno z tych małych”. O tych małych tym bardziej trzeba się troszczyć i w świecie i w zgromadzeniu. Tu nie chodzi o małych wzrostem. My dobrze wiemy, o kogo chodzi. I jest tak, że dzisiaj ktoś jest mały, a jutro ja mogę być mały. Bo to nie jest tak, że ktoś jest mały na całe życie, a ktoś jest wielki na całe życie.
Upomnienie braterskie, siostrzane.
Wspólna modlitwa, nie do przeceniania, bo „gdzie dwaj albo trzej tam Ja pośród nich”.
I zawsze gotowość do przebaczenia i pojednania.
Dziękuję.
 



Pliki cookie pomagają nam udostępniać nasze usługi. Korzystając z serwisu, zgadzasz się na użycie plików cookie.