Refleksja 

A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba. Łk 24,52 Rozstania są trudne. W chwili, gdy ktoś bliski nas opuszcza, doświadczamy pustki, rozbicia, osamotnienia. Ale jednocześnie widzimy wyraźniej, kim była osoba, którą żegnamy. Uświadamiamy sobie, co nam dała, czego nas nauczyła, co zostawiła. Czujemy się jej spadkobiercami. Jej duch staje się częścią naszej własnej tożsamości. Coś się kończy, ale zawsze też coś się zaczyna, otwiera się jakiś nowy etap. Rozstanie z rodzicami, z nauczycielem czy z mistrzem oznacza niezbędny krok w dojrzałość, samodzielność, odpowiedzialność za innych, za kontynuację dzieła, podjęcie dziedzictwa.
Zmartwychwstały Pan tuż przed definitywnym powrotem do Ojca daje uczniom ostatnie wskazówki. Przekazuje im misję, obiecuje Ducha Świętego i błogosławi. Dzieło rozpoczęte przez Jezusa ma trwać w Kościele. Święty Paweł nazywa Kościół Ciałem Jezusa. Ten obraz oddaje prawdę o kontynuacji Chrystusowego dzieła w nas. Głowa Kościoła, czyli Jezus, jest w niebie, a Jego Ciało, czyli my, jesteśmy na ziemi. Można powiedzieć, że chrześcijanin to człowiek, który stąpa twardo po ziemi, ale głowę ma w niebie. Mieć głowę w niebie – to żyć w jedności z Tym, do którego idziemy. Mieć głowę w niebie – to być pielgrzymem, a nie tułaczem. Kto zna cel wędrówki, ten patrzy na swoją drogę z tej końcowej perspektywy. Dlatego nie daje się złu. Tożsamość człowieka określa nie tylko jego przeszłość, ale i jego nadzieja na przyszłość. Nasz problem polega na tym, że zbyt łatwo tracimy głowę, że pozwalamy naszym myślom i naszym pragnieniom, by były rozbiegane we wszystkie strony, podążały byle gdzie czy za byle kim. Mieć głowę w niebie – to mieć nadzieję większą niż wszelkie ziemskie cele, to oddychać wiecznością nawet w dusznej ziemskiej atmosferze.
Na podstawie: ks. Tomasz Jaklewicz, Ludzie  z głową w niebie
 

Złota myśl tygodnia

Próżne jest pokładanie nadziei w zbawienie i uświęcenie duszy bez Maryi. Św. Alfons M. Liguori
 

Na wesoło

Do zakrystii przychodzi młoda dziewczyna i mówi stanowczo: 
– Proszę o ślub. Jak najszybciej. 
Ksiądz patrzy podejrzliwie i pyta:
– Skąd ten pośpiech?
– A co, nie słyszał ksiądz: „Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”? Więc spieszę się, żeby mi nie uciekł.
 
Wikary odwiedza parafianina odsiadującego karę za kradzież samochodów.
– Gdy wyjdziesz, pomogę ci.
– Niech ksiądz nie myśli, że to takie łatwe. Do tego trzeba nieco odwagi i doświadczenia.
 

Patron tygodnia – Święty Izydor Oracz - 15 maja

Izydor urodził się w Madrycie ok. 1080 r. Pochodził z ubogiej, ale szczerze religijnej rodziny, która z niewiadomych przyczyn przeniosła się na wieś. Bieda w domu zmusiła św. Izydora jako młodzieńca do pracy w charakterze parobka u zamożnych sąsiadów, Jana Vargasa. Z tego czasu pochodzi piękna legenda: oskarżono Izydora, że za mało pracuje, a za wiele się modli. Zdziwiło to gospodarza, u którego pracował, gdyż zawsze powierzone mu prace były na czas dobrze wykonane. Postanowił jednak podpatrzeć. Ujrzał Izydora zatopionego w modlitwie, a za niego wykonującego orkę anioła.
Po pewnym czasie Izydor ożenił się i wraz ze swoją małżonką, bł. Marią Toribia przeniósł się do Madrytu. Tu żona porodziła mu syna. Kiedy Arabowie zajęli Madryt, Święty był zmuszony go opuścić. Rychło jednak do niego powrócił, kiedy miasto zostało odbite z rąk Arabów. Św. Izydor zasłynął z pobożności, z ducha pokuty i z uczynków miłosierdzia. Ze wszystkim, co w jego mniemaniu mu zbywało, sam ubogi chętnie dzielił się z uboższymi od siebie. Zmarł około roku 1130. Pochowany został na cmentarzu św. Andrzeja. W roku 1170 przeniesiono jego śmiertelne szczątki do kościoła, w którym jako dziecko, otrzymał chrzest święty. Cuda, jakie działy się na jego grobie, ściągały mnóstwo pielgrzymów. Pomiędzy błogosławionych zaliczył go papież Paweł V w roku 1619, a w kilka lat potem, papież Grzegorz XV, w roku 1622 wyniósł go do chwały świętych. W Polsce czczony jest jako patron rolników.
 

Opowiadanie

Nic straconego
Dwaj mężczyźni razem wzrastali i byli od szkolnych lat zaprzyjaźnieni, bo obu łączyła wielka pasja: futbol. W każde sobotnie popołudnie spotykali się na stadionie, gorączkowali się wraz ze swoim klubem grą, a po meczu rozmawiali o nim w swojej knajpce. Naturalnie znali wszystkich zawodników i pozycje w tabelach każdego sezonu. Nie było meczu, który by opuścili.
Prawie nie było, gdyż w którymś sezonie nie poszli na siedem spotkań. Zdarzyło się to w tym roku, kiedy jeden z nich ciężko się rozchorował. Zamiast iść samemu na mecz i opowiedzieć o nim potem choremu, zdrowy pozostawał ze swoim przyjacielem, siedział przy jego łóżku i rozmawiali o szczytowych okresach oraz porażkach swojego klubu.
Chory nie wyzdrowiał i wkrótce potem zmarł, a jego przyjaciel powiedział jakiś czas później:
– Widziałem wiele dobrych meczy. Widziałem kilka wybitnych meczy. Ale największą przyjemność sprawiły mi te mecze, na które nie poszedłem.
 

Katechizm w pytaniach i odpowiedziach

Co to są dary Ducha Świętego?
Dary Ducha Świętego są trwałymi dyspozycjami, które czynią człowieka uległym, by szedł za natchnieniami Bożymi. Jest ich siedem: mądrość, rozum, rada, męstwo, umiejętność, pobożność i bojaźń Boża.
 
Co to są owoce Ducha Świętego?
Owocami Ducha są doskonałości, które kształtuje w nas Duch Święty jako pierwociny wiecznej chwały. Tradycja Kościoła wymienia ich dwanaście: „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć wspaniałomyślność, łaskawość, wierność, skromność, wstrzemięźliwość, czystość” (Ga 5,22–23).
 



Pliki cookie pomagają nam udostępniać nasze usługi. Korzystając z serwisu, zgadzasz się na użycie plików cookie.