W dniach od 5 do 11 października br. przypada w naszym kraju 42. Tydzień Miłosierdzia. Hasło tego Tygodnia – w ramach przygotowania do Kongresu Eucharystycznego – brzmi: „Eucharystia źródłem miłosierdzia”.
W Ewangelii św. Jana (J 13,1) czytamy o Chrystusie Panu, że do końca nas umiłował – to znaczy, aż do Ofiary Krzyża, aż do oddania swego Ciała i Krwi na pokarm duchowy dla wielu. Dał zapewnienie Apostołom i Kościołowi, że będzie z nami po wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28,20). Dlatego ustanowił Jezus Eucharystię, bo przecież pragnął być z tymi, których umiłował, a kto miłuje stara się tym, których kocha, pomagać w istotnych sprawach życiowych – a więc i Jezus dał swoje Ciało i Krew, aby być pokarmem duchowym na drodze do naszego zbawienia. Dlatego to Eucharystia jest darem miłości i miłosierdzia Chrystusa dla człowieka. Jest również wezwaniem skierowanym do nas wszystkich, abyśmy się wzajemnie miłowali i okazywali miłosierdzie względem najbardziej potrzebujących. Jest wezwaniem, abyśmy i my czynili podobnie, jak czyni Chrystus, nasz Mistrz i kochający Zbawiciel.

I. Chrystus uczy sposobów realizacji miłości miłosiernej

W jaki sposób winniśmy realizować miłość i miłosierdzie? Nauczył nas tego Chrystus podczas swej publicznej działalności. Warto wziąć do ręki Ewangelię i czytając powoli, przypatrzeć się sposobom postępowania Pana Jezusa w realizowaniu miłości. Oto np. w Ewangelii św. Mateusza czytamy: „Gdy Jezus wysiadł (z łodzi) ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych (…) A gdy nastał wieczór kazał tłumowi usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleb dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom” (Mt 14,5–11).
Kiedy indziej nad Jeziorem Galilejskim po nakarmieniu tłumów chlebem zapowiedział inny chleb, który daje życie wieczne (J 6,51). Jeszcze przy innej okazji ulitował się nad ludem, mówiąc, że nie ma on swego pasterza i głosił zebranym słowo Boże. Łagodził więc Zbawiciel cierpienie chorych, przywracając im zdrowie, zaspokajając głód chleba doczesnego, zaspokajając głód słowa Bożego i wybiega myślą naprzód, zapowiadając Chleb z Nieba, który zaspokoi najwyższy głód – pragnienie szczęścia wiecznego.
Wychodzi więc Zbawiciel z szeroką gamą dóbr, z wielorakimi darami miłości i miłosierdzia. Czytając Ewangelię, zauważymy u Chrystusa Pana bardzo prostą, trzyetapową metodę realizowania miłości i miłosierdzia. Wyraża się ona w trzech słowach: Jezus dostrzegł, ulitował się, pomógł.
Jezus dojrzał. Ewangeliści często podkreślają dobre i wrażliwe oczy Chrystusa. Chrystus umiał dostrzec nieszczęście, ból, cierpienie i głód człowieka. W spojrzeniu tym objawia się Jego miłosierdzie. Było to spojrzenie wrażliwe na ludzką słabość i nędzę. Uczniowie Jezusa nie zawsze umieli patrzeć w ten sposób. Dzisiejszy świat jest egoistyczny, nie potrafi ujrzeć cudzej biedy. Bogaci nie potrafią dostrzec i zrozumieć biednych, zdrowi nie potrafią zrozumieć cierpiących i chorych. Dzisiejszy człowiek jest samotny w tłumie, bo nie ma w tym tłumie oczu Chrystusa, które mogłyby go dostrzec… A może moje oczy są potrzebne, aby usłużyć Chrystusowi w dostrzeżeniu cudzego cierpienia?
Jezus ulitował się. Pan Jezus angażował się w sprawy ludzkie: wzruszał się, wczuwał w sytuacje nieszczęśliwych. Była to najgłębsza wrażliwość na niedolę człowieka.
Dzisiejszy człowiek nie ma czasu na litość. W jednym z naszych tygodników zamieszczono artykuł pod znamiennym tytułem: „Czy miłość będzie na kartki?”. Autor artykułu stwierdza, że dzisiejsi ludzie coraz bardziej koncentrują się na sobie, na swoich sprawach i tak się w tym zapamiętują, że nawet swoich bliskich nie widzą. Każdy ma tyle kłopotów, obraca się wśród tylu konfliktów, że wciąż oczekuje pomocy od innych, bo sam sobie z tym wszystkim nie może poradzić. Oplatany problemami nie ma zupełnie głowy do tego, by się zainteresować zmartwieniami innych, sił mu nie starcza. Mają swoje problemy małżonkowie na dorobku, rodzice dorastających dzieci, emeryci, którym nie spełniły się marzenia o spokojnej starości, mają swoje problemy nawet dzieci. A jednak – konkluduje autor – miłość nie może być na kartki, bo życie nasze przestanie być życiem ludzkim. Mając świadomość ogromnego zapotrzebowania społecznego na miłość, uczeń Chrystusa winien starać się naśladować swego Mistrza w Jego wrażliwości na niedolę ludzką. I są tacy ludzie, po których postępowaniu można poznać, iż wyszli ze szkoły Chrystusa. Nie tylko Matka Teresa z Kalkuty poświęca się wraz ze swoimi siostrami najbardziej cierpiącym. Czyni podobnie wielu innych ludzi, duchownych i świeckich, żyjących w samotności i w rodzinach. Są to ludzie, którzy potrafią ulitować się, dostrzec cudzy ból. Czy my również do nich należymy? Czy przez nas Chrystus może dziś okazywać litość dla ludzkiego cierpienia?
Jezus pomagał. Ten aspekt miłosierdzia Jezusa Ewangelie wyrażają w różny sposób, w zależności od czynu miłosierdzia: leczył, wskrzesił, nakarmił. W czyny miłosierdzia angażował Jezus swoją Boską wszechmoc. Różne rodzaje ludzkich nieszczęść budziły Jego litość i miłosierdzie: opuszczenie, choroba, śmierć, głód. Zdecydowanie spieszył z pomocą. W przypowieści o miłosiernym Samarytaninie pouczył nas, że nie wystarczy tylko dostrzec i wzruszyć się w realizowaniu miłosierdzia – chociaż i to jest ważne – ale trzeba działać. Kapłan i lewita zapewne rannego też dostrzegli, może się nim nawet wzruszyli, ale nie przyszli z pomocą. Miłosierny Samarytanin zajął się rannym i za to chwali go Zbawiciel.
W dzisiejszym świecie, gdy często za najwyższą wartość uważa się dobra materialne, bogaci niechętnie dzielą się z biednymi. Zadowoleni z życia nie chcą dostrzegać, litować się, pomagać cierpiącym. Zdarzają się jednak i postawy pozytywne. Jezus wśród swoich uczniów ma również miłosiernych samarytan.
W tym roku w czasie wakacji grupa kapłanów z naszej diecezji, w drodze do Lourdes i Fatimy, poznała rodzinę średniozamożną: dwoje małżonków i pięcioro dzieci w wieku szkolnym. Według opinii miejscowego proboszcza, są to wzorowi katolicy przystępujący w zasadzie zawsze, gdy są na Mszy św., do Komunii św. Matka tej rodziny od kilkunastu lat opiekuje się dwojgiem starych ludzi: samotną kobietą i samotnym mężczyzną w sąsiedztwie. Obecnie dzieci uważają to za swój święty obowiązek, aby pomóc matce w tej czynności. Jedna z córek, studentka, ma ciekawe hobby. W czasie wakacji wyjeżdża do krajów Trzeciego Świata i zbiera porzucone, bezdomne i osierocone dzieci, umieszczając je w ochronkach w krajach europejskich. Jak twierdzi miejscowy proboszcz – motywem postępowania tej rodziny jest zachwyt nad nauką Chrystusa o miłości drugiego człowieka. Dzięki Bogu, wiele podobnych rodzin mamy również i my w naszym kraju. Sporo do powiedzenia mieliby na ten temat nasi duszpasterze. A czy w naszej rodzinie, w naszym sąsiedztwie panuje podobny zachwyt nad nauką Chrystusa o miłości drugiego człowieka? Czy zawsze potrafimy dostrzec, ulitować się i pomóc drugiemu człowiekowi, gdy jest w potrzebie?

II. Związek Kongresu Eucharystycznego z potrzebą świadczenia miłosierdzia

Drodzy Bracia i Siostry! 
Kościół uczy nas, że kongresy eucharystyczne winny pogłębiać nasz kult Jezusa Eucharystycznego, ale też winny przyczynić się do realizacji dzieł miłosierdzia, stosownie do aktualnych możliwości i potrzeb społecznych. Eucharystia winna być źródłem i natchnieniem do czynów miłosierdzia. I tak też w praktyce bywa. Przykładem tego jest postawa wielu katolików pełniących czyny miłosierdzia. W ubiegłym roku – podobnie jak w latach poprzednich – wierni naszej diecezji z okazji Tygodnia Miłosierdzia uczynili wiele dobrego bliźnim potrzebującym. Szczególnie budująca była pomoc dla rolników, których pola zostały zalane wylewem Odry. Za tę pomoc składamy serdeczne „Bóg zapłać!”. Zachęcamy również do realizowania dalszych czynów miłości.
Oprócz tradycyjnych form miłosierdzia, w obecnym roku byłoby dobrze dodatkowo ukierunkować miłosierdzie na umożliwienie przeżycia nowenny przed przyszłorocznym Kongresem i samego Kongresu Eucharystycznego osobom chorym i kalekim. Częstsze dowiezienie chorych na Mszę św., na adorację miesięczną lub też nawet zaproszenie kapłana do odwiedzin chorego w domu, względnie inne działanie dla ich dobra duchowego, będzie właściwym czynem miłosierdzia. Chodzi tylko o naszą gotowość do pełnienia dobra.
Gotowość ta zrodzi się właśnie z naszego częstego kontaktu z Jezusem Eucharystycznym. Kto chętnie przyjmuje Komunię św., ceniąc sobie dobroć Jezusa przebywającego eucharystycznie wśród nas, ten innym również pośpieszy z pomocą.
Bł. Wincenty Kadłubek, biskup krakowski, pierwszy polecił palić znicz przed tabernakulum, aby wierni wchodząc do kościoła mieli świadomość, że miłujący ich Chrystus jest obecny w tabernakulum pod postacią Eucharystii, i aby ta świadomość dobroci Jezusa dla człowieka była natchnieniem do podobnego świadczenia miłości względem bliźnich.
Drodzy Wierni! 
Obyśmy przekraczając próg świątyni, w której obecny jest Jezus Eucharystyczny, o tym pamiętali, że z miłości ku nam tu przebywa. Wychodząc zaś z kościoła, obyśmy umieli zabrać ze sobą Jego miłość i zanieść ją innym.
Prośmy Zbawiciela, abyśmy, jak On, umieli potrzebujących i cierpiących dostrzegać, okazywać im serce i w miarę możności śpieszyć im z pomocą, albowiem: „Błogosławieni miłosierni, gdyż oni miłosierdzia dostąpią”. Amen.
 
Opole, dnia 19 września 1986 r.
 
Druk w: WUDO 42 (1987), s. 25–28.



Pliki cookie pomagają nam udostępniać nasze usługi. Korzystając z serwisu, zgadzasz się na użycie plików cookie.