Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie Panu!
Tegoroczny Tydzień Miłosierdzia obchodzimy w naszym kraju w szczególnych okolicznościach. W bieżącym roku bowiem po raz pierwszy uczciliśmy Boże miłosierdzie w święto ustanowione przez Stolicę Apostolską w drugą niedzielę Wielkanocy. Wszak śmierć na krzyżu i chwalebne zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, przez które Zbawiciel odkupił świat i otworzył nam niebo, pozostają największym przejawem miłosierdzia Boga wobec człowieka. Z tego względu święto Bożego Miłosierdzia zostało ustanowione właśnie w liturgicznej oprawie czasu wielkanocnego. Ponadto o wyjątkowości tegorocznego Tygodnia Miłosierdzia świadczy również fakt wyniesienia na ołtarze błogosławionej zakonnicy Faustyny Kowalskiej, która była niezwykłą propagatorką Bożego miłosierdzia.

I. Eucharystia szczególnym wyrazem miłości Zbawiciela do człowieka

Hasło obecnego Tygodnia Miłosierdzia, które łączy się z duszpasterskim programem roku, poświęconym Eucharystii, brzmi: „Bądź miłosierny jak Jezus Eucharystyczny”.
Zbawiciel zapytany o najważniejsze przykazania, odpowiedział: „Będziesz miłował z całego serca Pana Boga i bliźniego swego”. I dodał, że w tym przykazaniu miłości mieści się całe prawo i wszystkie pozostałe przykazania. Jezus nie tylko mówił, że miłość jest najważniejsza, On ją również realizował. Na kartach Ewangelii mamy wyraźnie opisanych 38 cudów: 3 wskrzeszenia umarłych, 22 uzdrowienia chorych, 9 cudów nad przyrodą i 4 cuda nad wolą ludzką. A wszystkie te znaki uczynił Jezus po to, aby wykazać, że jest Synem Bożym oraz, że miłuje ludzi będących w potrzebie. Kiedy zobaczył zbolałą matkę z Nain, której umarłego syna niesiono na cmentarz, wówczas wskrzesił go; kiedy ujrzał chorych, trędowatych, wówczas uleczył ich, kiedy zaś widział głodnych, wówczas nakarmił ich. Pokazał, że nie ma większej miłości nad tę, gdy ktoś życie swoje oddaje za drugich, umierając za nas na krzyżu. Przed śmiercią zaś, w Wielki Czwartek, ustanowił Eucharystię, aby nam pomagać w ziemskiej wędrówce do nieba. Wyraźnie bowiem powiedział: „Jam jest chleb życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki (…) Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (J 6, 48-55).
Eucharystia jest więc szczególnym aktem miłosierdzia Jezusa względem nas, gdyż jest drogą i sposobem osiągnięcia największego dobra, to jest szczęścia wiecznego w niebie. Ustanawiając Eucharystię wiedział Zbawiciel, że oddaje się w ręce ludzi dobrych i złych, takich, którzy Go w Eucharystii uszanują, i takich, którzy będą Go w Komunii znieważać, a nawet wyrażać wobec Niego swoją nienawiść. A jednak ustanowił ten sakrament. Z tego wynika, że naprawdę pragnie, abyśmy godnie przyjmując Komunię św., osiągnęli szczęście wieczne. Eucharystia jest szczególnym wyrazem miłości miłosiernej Zbawiciela względem nas.

II. Miłosierdzie podstawowym obowiązkiem chrześcijanina i Kościoła

Dobry Bóg oczekuje również od nas podobnego miłosierdzia względem naszych braci. Otrzymując w Komunii św. tak wielką pomoc na drodze uświęcenia, winniśmy podobnie spieszyć z pomocą naszym bliźnim. Wypełnianie uczynków miłosierdzia jest nieodzownym warunkiem dostąpienia zbawienia. Przedstawiony przez Pana Jezusa opis sądu ostatecznego mówi o tym jednoznacznie. I co jest niezwykle istotne – każdy nasz uczynek miłosierdzia zdziałany względem drugiego człowieka Jezus traktuje tak, jakby był wyświadczony Jemu samemu. Dlatego też nasza miłość miłosierna zawsze powinna zawierać dwa wymiary. Po pierwsze – winna być umiłowaniem „Boga w człowieku”, i po drugie – winna być miłowaniem człowieka dla niego samego, gdyż w przeciwnym razie traktowalibyśmy go instrumentalnie, jako „narzędzie” do okazywania miłości Boga.
Obowiązek świadczenia miłosierdzia ma charakter indywidualny oraz społeczny, tzn. spoczywa on zarówno na każdym chrześcijaninie z osobna, jak i na całej wspólnocie Kościoła powszechnego oraz poszczególnych wspólnotach Kościołów lokalnych. Dlatego Kościołowi niezbędne są instytucje organizujące i porządkujące wykonywanie dzieł miłosierdzia.
Zwykle kojarzy się nam świadczenie miłosierdzia jedynie z zaspokajaniem potrzeb materialnych drugiego człowieka. I dlatego niejednokrotnie na tym poprzestajemy. Tymczasem katechizm wymienia siedem uczynków miłosierdzia dotyczących ciała, ale również siedem uczynków dotyczących duszy. Oczywiście, żadne wykazy czy katalogi nie wyczerpią w sobie różnorodności potrzeb ludzkich i sposobów realizowania miłosierdzia. Po prostu ważne jest, abyśmy pamiętali zarówno o potrzebach materialnych, jak i duchowych ludzi. Często bowiem jest tak, że zanim udzieli się komuś pomocy materialnej, najpierw trzeba mu udzielić pomocy duchowej, aby uzdolnić go do przyjęcia daru materialnego.

III. Przykłady realizowania miłosierdzia

Ukochani w Chrystusie Panu!
A teraz przypatrzmy się kilku przykładom realizowania miłosierdzia w praktyce. Jak wiemy, Brazylia jest krajem ogromnych kontrastów. Są tam ludzie bardzo bogaci i wielkie rzesze ubogich, żyjących w skrajnej nędzy. Proboszcz czterdziestotysięcznej parafii w Brazylii, o. Jan Stapel, mówi: „Nasza parafialna rada duszpasterska zbiera się raz w miesiącu. Pierwszą sprawą jest stworzenie duchowej atmosfery. Rozważamy fragment Ewangelii, wymieniamy nasze doświadczenia ze słowem Bożym. Wtedy rodzi się w nas pokój i czujemy, że Pan jest pomiędzy nami. Dopiero wtedy pytam, co mamy w programie. W tej jasnej atmosferze pojawiają się nowe pomysły, perspektywy, w tym świetle można lepiej mówić o trudnościach i wspólnie je przezwyciężać. W ciągu ostatnich dziesięciu lat doprowadziliśmy do adopcji 163 porzuconych dzieci, dla ponad dwustu osób znaleźliśmy pracę, udało nam się nakłonić ludzi bogatych w parafii do wybudowania 59 skromnych domków jednorodzinnych dla ludzi mieszkających pod mostem. Wytworzyła się w parafii atmosfera życzliwości i spieszenia z pomocą innym według własnych możliwości. Nikt przecież nie jest aż tak ubogi, aby nie miał co ofiarować drugiemu – czy to dobrego słowa, czy to uśmiechu, czy też pomocy przez przysługę lub darowanie jakiejś rzeczy. Dlatego często idę do pokoju i patrzę po prostu, gdzie jest coś, czego nie potrzebuję, albo przedmiot, do którego jestem bardzo przywiązany, który mnie wewnętrznie zniewala. Wtedy biorę go i ofiarowuję komuś, aby stać się wolnym. Stwierdzam, że wielu moich parafian czyni podobnie. Wśród moich wiernych, wraz z rzeczami, krąży miłość. Namacalnie doświadczyłem, jak wspaniale Bóg działa wśród ludzi, kiedy Mu na to pozwolą i usłuchają Jego wezwania do miłości”.
Podobne zaangażowanie w praktykowanie uczynków miłosierdzia dla wypełnienia woli miłosierdzia Boga spotykamy w życiu wyniesionej ostatnio na ołtarze błogosławionej siostry Faustyny Kowalskiej. Ta sama miłość, którą kochała swego Stwórcę i Zbawcę, kazała jej miłować to wszystko, co On miłował, a więc cały wszechświat, a w nim przede wszystkim człowieka. Z jej Dzienniczka dowiadujemy się, że tę miłość do ludzi usiłowała praktykować w trojaki sposób, a mianowicie przez czyn, słowa i modlitwę.
Przez czyn. Jako zakonnica–furtianka miała ciągle do czynienie z proszącymi o jałmużnę. W miarę swoich możliwości starała się im pomagać, a nawet swoje choroby i przykrości ofiarowała na uproszenie łask Bożych dla materialnych i duchowych biedaków.
Wyrazem chrześcijańskiego miłosierdzia są też słowa. Siostra Faustyna pisała: „W języku jest życie, ale i śmierć, językiem popełniamy zabójstwo”. Stąd uderza u niej wielkie poczucie odpowiedzialności za mowę. Umiała milczeć, gdy tego wymagały okoliczności, i mówić to, co potrzeba, gdy taka była sytuacja. W jej życiorysie można stwierdzić wiele przykładów miłosierdzia świadczonego słowem. Szczególnie wymowne jest spotkanie z pewną osobą świecką, która kłamiąc, nadużyła dobroci siostry Faustyny. „Gdy ją zobaczyłam – relacjonuje w Dzienniczku – ścięła mi się krew w żyłach, gdyż stanęło mi wszystko przed oczyma, co przez nią wycierpiałam (…) I przyszła mi myśl, aby jej dać poznać prawdę stanowczo i natychmiast. Ale w jednej chwili stanęło mi przed oczyma Miłosierdzie Boże i postanowiłam tak z nią postąpić, jakby postąpił Jezus, będąc na moim miejscu. Zaczęłam z nią rozmawiać łagodnie, a kiedy zapragnęła rozmawiać ze mną sam na sam, wtenczas, w sposób bardzo delikatny, dałam jej jasno poznać smutny stan jej duszy. Widziałam jej głębokie wzruszenie”.
Ten przykład dobrze ilustruje sposób postępowania siostry Faustyny wobec człowieka, od którego doznała krzywdy: z jednej strony odsłania odruchy ludzkiej natury, skłonnej do natychmiastowej reakcji słownej, dochodzenia sprawiedliwości, nawet gniewu, a z drugiej strony ukazuje zwycięstwo ducha nad naturą, sposób postępowania na wzór miłosiernego Jezusa. Sama siostra Faustyna przyznała, że gdyby nie pomoc łaski Bożej, nie byłaby w stanie tak postąpić. Świadoma trudności, jakie stwarza język w praktykowaniu miłości miłosiernej, ciągle prosiła Jezusa o pomoc w panowaniu nad mową, o to, aby jej słowa wniosły do serc ludzkich dobroć, współczucie, otuchę w cierpieniu, po prostu, aby były nośnikami miłości.
Wszędzie tam, gdzie nie mogła okazać miłosierdzia czynem lub słowem, tam siostra Faustyna docierała modlitwą. Głęboko przekonana o wartości i skuteczności modlitwy, przyzywała Bożego miłosierdzia, wykorzystując każdą chwilę czasu. Modlitwą obejmowała wszystkich ludzi, a nade wszystko tych, którzy byli w największej potrzebie, czyli grzeszników i konających. W szczególny zaś sposób obdarowywała modlitwą dusze zmarłych. „Dla troski o los zmarłych – pisała Błogosławiona – żadna ofiara nie jest za duża”. Modlitwę za dusze w czyśćcu uważała za swój specjalny obowiązek miłości.
Ukochani w Chrystusie Panu!
Obchodząc 49. Tydzień Miłosierdzia, którego hasło przypomina nam miłość miłosierną Jezusa, wyrażającą się ustanowieniem Eucharystii, warto byłoby zastanowić się nad działalnością w tym względzie błogosławionej zakonnicy Faustyny Kowalskiej i jednego z wielu wspaniałych duszpasterzy, wspomnianego ojca Stapela, wraz z jego radą duszpasterską z Brazylii. Zapewne byłoby nam trudno naśladować dosłownie działalność wyżej wspomnianych osób w zakresie miłości miłosiernej. Możemy jednak naśladować ich gorliwość i zapał w realizacji miłosierdzia czynem, słowem lub modlitwą, stosownie do potrzeb naszej, obecnej rzeczywistości.
Kończąc niniejsze refleksje na 49. Tydzień Miłosierdzia, składamy Wam, Najmilsi, serdeczne i gorące: „Bóg zapłać!” za dotychczasową realizację utrwalonych od lat sposobów praktykowania miłosierdzia w Waszej wspólnocie parafialnej. Wzruszające były Wasze decyzje spieszenia z pomocą ofiarom straszliwej wojny w byłej Jugosławii, organizowanie pomocy najbiedniejszym w poszczególnych parafiach oraz wszelkie inne formy ludzkiej dobroci i współczucia świadczone przez osoby indywidualne. Cokolwiek bowiem dobrego czynimy drugiemu człowiekowi, służymy przez to również samemu Chrystusowi. „Bóg zapłać!” – lekarzom, pielęgniarkom, opiekunkom osób samotnych i opuszczonych, grupom młodzieżowym zajmującym się w parafiach świadczeniem pomocy i wzbogacaniem duchowym ludzi niepełnosprawnych i innych chorych w domach. „Bóg zapłać!” – sprawującym opiekę nad dziećmi specjalnej troski, osobom pracującym w domach starców, siostrom zakonnym dożywiającym bezdomnych przy furtach klasztornych, instytucjom państwowym i społecznym, organizującym niezbędną pomoc dla potrzebujących. „Bóg zapłać!” – sąsiadom wspomagającym siebie nawzajem w potrzebie i wszystkim ludziom dobrej woli, którzy świadczą miłość względem bliźnich czynem, słowem lub modlitwą, w imię miłosiernego Boga.
Zachętą zaś do dalszej gorliwości w apostolstwie miłosierdzia niech będą dla nas słowa Zbawiciela: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”. Amen.
 
Opole, dnia 15 sierpnia 1993 r.
 
Druk w: WUDO 48 (1993), s. 242–247.



Pliki cookie pomagają nam udostępniać nasze usługi. Korzystając z serwisu, zgadzasz się na użycie plików cookie.