Umiłowani w Chrystusie Panu!
Jak nam wiadomo, Chrystus Pan podczas Ostatniej Wieczerzy wraz z Eucharystią ustanowił sakrament kapłaństwa. Kapłaństwo jest więc ściśle związane z Eucharystią i podobnie jak Eucharystia jest przejawem niepojętej miłości Boga do człowieka. Pan Jezus bowiem zarówno w Komunii św., jak i poprzez posługę kapłanów, pragnie pomagać ludziom w osiąganiu największego dobra, jakim jest zbawienie wieczne. Nikt bowiem nie zostaje księdzem lub biskupem dla siebie, tylko dla innych. Kiedy Zbawiciel powołuje człowieka do kapłaństwa, przeznacza go przede wszystkim do służby innym ludziom. Obowiązkiem księdza jest więc pomagać innym w zdobywaniu nieba. Niebo zaś osiągamy przez nabywanie cnót teologicznych i moralnych, których syntezą jest przykazanie miłości Boga i bliźniego. Stąd powinnością kapłana jest tworzenie klimatu miłości w życiu indywidualnym i społecznym.
W styczniu ubiegłego roku Ojciec Święty Jan Paweł II skierował do biskupów polskich, przybyłych ad limina do Rzymu, następujące wezwanie: „Przykazanie miłości bliźniego jest bardzo konkretne. Trzeba budzić inicjatywy, przezwyciężać postawy apatii, bierności i egoizmu jednostkowego i grupowego. Jest tu wielkie pole do działania dla Caritas, zasłużonej organizacji, która po latach została przywrócona Kościołowi, dla parafii i dla duszpasterstwa charytatywnego oraz dla organizacji i stowarzyszeń świeckich. Kategorią, która płaci szczególnie wysoką cenę za dokonywujące się reformy, są bezrobotni. Trzeba też wspomnieć o rodzinach wielodzietnych, o rencistach i emerytach. Są to dla Kościoła obszary uprzywilejowane w dziele ewangelizacji w formie czynów solidarnej miłości. Od pewnego czasu pojawiają się u nas coraz częściej emigranci z innych krajów – jeszcze biedniejszych niż nasza Polska. Umiejmy się dzielić, pomimo biedy i niedostatku”.
Te słowa Ojca Świętego pokrywają się z konkretnym zaleceniem skierowanym do każdego duszpasterza w Kodeksie Prawa Kanonicznego (kan. 529 § 1). Czytamy tam, że proboszcz powinien starać się poznać wiernych powierzonych jego pieczy, otaczać miłością chorych, zwłaszcza bliskich śmierci, troszczyć się o biednych, cierpiących, samotnych, wygnańców oraz przeżywających szczególne trudności. Powinien starać się o chrześcijańskie życie w rodzinach, a także zabiegać o to, by wierni troszczyli się o parafialną wspólnotę, czuli się członkami zarówno diecezji, jak i Kościoła powszechnego oraz uczestniczyli w rozwijaniu lub podtrzymywaniu tej wspólnoty.
Są to słowa gorącej zachęty, aby duszpasterze wraz ze swoimi wiernymi realizowali miłość miłosierną w poszczególnych rodzinach, we wspólnocie parafialnej i na płaszczyźnie społecznej-ogólnoludzkiej.

I. Miłosierdzie w rodzinie własnej

W miłowaniu bliźnich – zdaniem teologów – należy zachować hierarchię. I tak najbliższa jest miłość bliźniego w rodzinie własnej: wzajemna miłość małżonków, miłość rodziców do dzieci i dzieci do rodziców, wzajemna miłość rodzeństwa i miłość do dziadków. Na drugim miejscu powinniśmy darzyć miłością ludzi obcych, a na trzecim miejscu z chrześcijańskim miłosierdziem winniśmy podchodzić do naszych nieprzyjaciół.
Zatrzymajmy się zatem najpierw przy miłości najbliższej, czyli rodzinnej. Czasami mówiąc o miłości rodzinnej, myślimy od razu o czynach heroicznych, o ratowaniu z narażeniem życia dzieci lub współmałżonka w czasie choroby, klęsk żywiołowych czy nawet wojny. Czasem człowiek jest poddany trudnej próbie miłości rodzinnej. Taką próbą jest na przykład osoba trzecia.
Jednakże w szarym życiu każdej rodziny próbą tej miłości jest codzienna troska o najbliższych. Jakież to proste, a zarazem piękne, gdy mąż wraca z pracy i widząc żonę w złym stanie zdrowia, potrafi powiedzieć: „Moja Droga, Ty chyba dzisiaj źle się czujesz. Pozwól, że za Ciebie dziś zrobię coś w domu”. Albo też innym razem żona widząc zmęczonego męża po pracy zawodowej, stwierdzi: „Biedaku, musiałeś dzisiaj mieć ciężki dzień! Odpocznij sobie, a ja sama wykonam pracę domową!”. Niby niewiele, ale gest wczucia się w przeżycia współmałżonka stwarza klimat zbliżenia i serdeczności.
Podobnie dobry klimat domowy mogą tworzyć dzieci wychodzące naprzeciw rodzicom w wypełnianiu ich obowiązków, jak też rodzice umiejący znaleźć czas na wysłuchanie i zainteresowanie się problemami, które nurtują ich dzieci.
Szczególnie zaś tego zainteresowania ze strony swoich najbliższych potrzebują dziadkowie, ludzie starsi. Dla nich najboleśniejsze jest odstawienie w kąt, potraktowanie jak zbytecznego przedmiotu, do którego się już nie mówi. Wielką zaś radość sprawia im każde dobre słowo czy też poświęcona im przez domowników chwila wolnego czasu.
I na tym właśnie polega miłość miłosierna w rodzinie – na wzajemnym okazywaniu sobie serca i na trosce nawzajem o siebie. W Międzynarodowym Roku Rodziny zechciejmy tę prawdę pogłębić w sposób szczególny.

II. Miłosierdzie w rodzinie parafialnej

Chociaż miłość rodzinna jest najważniejsza, to jednak uczeń Chrystusa nie może zamknąć się egoistycznie w ścianach własnego domu. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40). I dalej słowami ewangelisty mówi On do nas: „Byłem głodny (…), byłem spragniony (…), byłem przybyszem (…), byłem nagi (…), byłem chory (…), byłem w więzieniu (…)” (Mt 25, 35–36). Jeżeli nas to poruszyło i pośpieszyliśmy z pomocą, usłyszymy kiedyś: dostępujecie miłosierdzia, albowiem sami byliście miłosierni.
Potrzebujących zaś miłosierdzia nie brakuje. Coraz częściej zdarza się, że do mieszkań pukają różne osoby z prośbą o datek. Dobrze jest wówczas trzymać się zasady: kromka chleba dla każdego głodnego, także nieznajomego – tak, lecz datek pieniężny, względnie inny materialny dar – jedynie dla poprawy sytuacji sprawdzonej pytając czy to w sąsiedztwie, w parafii, w diecezji, bądź też w dziełach społecznych. Trzeba inwestować w dzieła znane i godne zaufania, gdyż wtedy nie zachodzi obawa, że zostaniemy oszukani.
Czyn charytatywny to nie tylko jałmużna. Uczynek miłosierdzia to również dar czasu, jak np. w formie odwiedzin chorego, zawiezienia niepełnosprawnego do kościoła, pomocy w zrobieniu zakupów czy ugotowaniu strawy dla starszego sąsiada oraz poprzez okazje świadczenia konkretnej pomocy osobom chorym i słabym.
Czyn miłosierdzia to również dar słowa, jak chociażby np. upominanie grzesznych, pouczanie nieumiejętnych czy pocieszanie strapionych.
Wśród uczynków miłosierdzia względem duszy wymienione są również takie, które moglibyśmy nazwać dziełami „biernymi”, np. chętne darowanie win oraz cierpliwe znoszenie przykrości i krzywd.
Jest więc tyle okazji do spełniania uczynków miłosierdzia, że każdy człowiek żyjący nawet w skrajnej nędzy materialnej ma liczne możliwości ich realizacji w życiu społeczności parafialnej.

III. Miłosierdzie w społeczności ludzkiej – międzynarodowej

Końcowe słowa Ojca Świętego skierowane do biskupów w Rzymie, abyśmy się dzielili, pomimo własnej biedy czy niedostatku, z obcokrajowcami będącymi w tragicznej wręcz sytuacji, zdają się trafiać na dobry grunt naszych serc. Jesteśmy zdolni, Bogu dzięki, do wielkich gestów miłosierdzia. Być może własne doświadczenia wojenne, niejednokrotnie przeżyty głód, pozwalają wielu z nas łatwiej zrozumieć biedę i nieszczęście i współczuć innym. Zbiórki przy kościołach i w akcjach społecznych na rzecz ludności udręczonej wojną domową w byłej Jugosławii, naszych rodaków zesłanych przez stalinizm do dalekiego Kazachstanu, czy niedawna akcja pomocy dla przeżywających gehennę mieszkańców Ruandy – świadczą dowodnie o wielkiej ofiarności naszego społeczeństwa.
Drodzy Bracia i Siostry!
Pozytywnym owocem naszych rozważań, związanych z jubileuszowym, pięćdziesiątym już Tygodniem Miłosierdzia, niech będzie pogłębienie świadomości, że obowiązkiem kapłana jest tworzenie klimatu miłości w życiu poszczególnych rodzin, w parafii i w społeczeństwie.
A dla nas wszystkich niech będzie to również przypomnienie, że powinnością nas, wiernych, jest aktywne współdziałanie w dziedzinie miłosierdzia na tych wspomnianych płaszczyznach ze swoim duszpasterzem.
Jesteśmy potrzebni innym ludziom! Anonimowy autor z XVI wieku napisał: „Chrystus nie ma rąk. On ma dzisiaj nasze ręce, by objawiać swą miłość”. I tak jest rzeczywiście. Dzisiaj Chrystus, Droga Siostro i Drogi Bracie, potrzebuje Twoich rąk i Twego serca, aby objawiać człowiekowi swoją miłość.
Ukochani w Chrystusie Panu!
Kończąc niniejsze jubileuszowe refleksje o miłosierdziu, składam Wam serdeczne podziękowanie za dotychczasowe realizowanie miłości miłosiernej.
„Bóg zapłać!” – osobom, które codziennie przez cały rok, bez rozgłosu, innym dobrze czynią.
„Bóg zapłać!” – lekarzom, pielęgniarkom, opiekunom osób samotnych i opuszczonych.
„Bóg zapłać!” – siostrom zakonnym i osobom świeckim sprawującym opiekę nad dziećmi specjalnej troski, osobom pracującym w domach starców, plebaniom i klasztorom dożywiającym przy furcie ludzi bezdomnych, instytucjom państwowym i społecznym, organizującym niezbędną pomoc dla potrzebujących.
„Bóg zapłać!” – sąsiadom wspomagającym siebie nawzajem w potrzebie i wszystkim ludziom dobrej woli, którzy świadczą miłość względem bliźnich.
Zachętą zaś do dalszej gorliwości w apostolstwie miłosierdzia niech będą dla nas słowa Zbawiciela: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5, 7). Amen.
 
Opole, dnia 26 sierpnia 1994 r.
 
Druk w: WUDO 49 (1994), s. 482–486.



Pliki cookie pomagają nam udostępniać nasze usługi. Korzystając z serwisu, zgadzasz się na użycie plików cookie.