Umiłowani w Chrystusie Bracia i Siostry!
Obchodzimy w tym roku 55. Tydzień Miłosierdzia. Byłoby jednak błędem sądzić, że dopiero od 55 lat Kościół obchodzi taki tydzień. Miłosierdzie bowiem od samych początków chrześcijaństwa było jego cechą wyróżniającą. Od dwóch tysięcy lat każdy tydzień istnienia chrześcijaństwa jest właściwie tygodniem miłosierdzia.
Zbliżający się Wielki Jubileusz Narodzenia Chrystusa Pana stanowi okazję do – chociażby pobieżnej – refleksji nad doniosłą rolą chrześcijańskiego miłosierdzia w historii Chrystusowego Kościoła.

I. Jezus Chrystus źródłem chrześcijańskiego miłosierdzia

Pan Jezus nauczał, że w Królestwie Bożym najważniejsza jest miłość Boga i miłość człowieka. Przypominał też prawdę o tym, że nasza ludzka miłość powinna być odwzajemnieniem nieskończonej miłości Boga Ojca do wszystkich ludzi. Jezus Chrystus podczas publicznej działalności konsekwentnie tę miłość realizował. Budując na ziemi Boże Królestwo miłości, działał Zbawiciel na dwóch płaszczyznach, a mianowicie na płaszczyźnie wewnętrznej – kładł bowiem akcent na potrzebę uświęcania serc ludzkich, jak również na płaszczyźnie zewnętrznej – ponieważ był wyjątkowo aktywny w okazywaniu miłosierdzia innym. Zalecał dostosowanie przepisów żydowskiego prawa do konkretnych potrzeb ludzi, karmił głodnych, leczył chorych, z opętanych wypędzał złe duchy, litował się i przebaczał ludziom moralnie upadłym, ujawniał zadziwiającą miłość do drugiego człowieka, zakończoną ofiarą ze swego życia dla dobra ludzkości. Zbawiciel więc jest źródłem chrześcijańskiego miłosierdzia, praktykowanego w Kościele od dwóch tysięcy lat.
Doskonale rozumieli swego Mistrza Apostołowie. Stąd od początku chrześcijaństwa miłosierdzie uznali za swoją pierwszorzędną misję. Od początku też, zgodnie z sugestią Zbawiciela zawartą w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, wyznawcy Chrystusa nie poprzestawali tylko na niesieniu pomocy materialnej, ale działalność charytatywną poszerzali o pomoc ludziom chorym.

II. Miłosierdzie chrześcijańskie inspiracją i fundamentem organizacji służby zdrowia

Trosce ludzi Kościoła o chorych na przestrzeni wieków zawdzięcza swój rozwój organizacja służby zdrowia. To prawda, że na wiele lat przed narodzeniem Chrystusa Pana chorych leczono. U plemion pierwotnych leczeniem zajmowali się znachorzy i wróżbici. Starożytne zaś kraje cywilizowane korzystały już z usług swoich lekarzy.
Jednakże praktykowane dzisiaj leczenie chorych w szpitalach, w zorganizowanej służbie zdrowia – to owoc działalności Kościoła, to zwłaszcza dzieło różnych zakonów mających jako główny cel swego istnienia opiekę nad chorymi. Troska o chorych wypływała u nich z przesłania Zbawiciela. Pragnąc spełnić życzenie Jezusa, którego miłowali nade wszystko, bez reszty oddawali swoje życie chorym.
Wyjątkowo ważnym zdarzeniem, gdy chodzi o pomoc chorym w działalności Kościoła, był w połowie XVI wieku Sobór Trydencki.
Sobór ten bowiem zalecił, a nawet można powiedzieć, że nakazał duchownym roztaczać opiekę nad ludźmi chorymi i opuszczonymi – na wzór miłosiernego Samarytanina. I dlatego też bezpośrednio po Soborze, a zwłaszcza w XVII i XVIII wieku obserwujemy eksplozję budowania szpitali i ochronek przez zakony i przez duchownych diecezjalnych. Powstają też różne bractwa miłosierdzia. Takie bractwo, na przykład, założył w Polsce pod koniec XVI wieku ks. Piotr Skarga. Miłosierdzie staje się oczkiem w głowie Kościoła. Kształt miłosierdzia zależy od potrzeb danej epoki. Druga połowa XVII wieku to czas zniszczeń wojennych w Europie. Pojawiła się wielka liczba rannych, kalek i bezdomnych. Zapewne dlatego w tym okresie miłosierdzie wyrażano przez budowę ogromnej, jak na tamte czasy, ilości szpitali i ochronek.
Obecnie szpitalnictwo jest domeną państwowej i społecznej służby zdrowia. I dobrze, że tak jest. Ale warto pamiętać, że to właśnie Kościół, realizując zalecone przez Chrystusa miłosierdzie, rozpoczął budowanie szpitali i organizowanie pomocy medycznej.

III. Miłosierdzie chrześcijańskie obejmuje wszystkie potrzeby człowieka

Drodzy Bracia i Siostry!
Miłosierdzie chrześcijańskie, rzecz jasna, nie zacieśnia się wyłącznie do jałmużny i do niesienia pomocy chorym. Charytatywna posługa Kościoła obejmuje wszystkich potrzebujących. Choć oczywiście na pierwszym miejscu są wśród nich ubodzy i chorzy.
Ubodzy – to przede wszystkim ci, którzy nie mają pokarmu i napoju, ubrania i mieszkania, lekarstw, pracy, oświaty i innych środków koniecznych do życia godnego człowieka.
Opieka nad chorymi obejmuje zaś niedysponowanych czasowo z powodu choroby, upośledzonych fizycznie lub umysłowo, załamanych psychicznie, niepełnosprawnych i nieprzystosowanych społecznie. Szczególną troską otaczane są dzieci w rodzinach patologicznych oraz ludzie samotni, starzy i umierający.
Pocieszenie i wsparcie ze strony Kościoła otrzymują również więźniowie, wygnańcy i emigranci.
Nędza ma wiele twarzy i często występuje w całym kompleksie problemów. Obecnie coraz częściej na pierwsze miejsce wysuwa się nędza duchowa. Dlatego konieczny jest system poradnictwa, pomoc wychowawcza, nawet duszpasterstwo telefoniczne. Różnorodność nędzy w świecie wzywa dziś Kościół do duszpasterstwa charytatywnego wszechstronnego, adekwatnego do potrzeb dzisiejszego człowieka.
Kościół, w miarę swoich sił, usiłuje to dzieło, zlecone przez Zbawiciela, nieustannie realizować.

IV. Miłosierdzie chrześcijańskie pomaga Kościołowi w ewangelizacji

Właśnie miłosierdzie w dziele ewangelizacji świata w ciągu wieków czyniło chrześcijaństwo atrakcyjnym dla ludzi nie znających Chrystusa. Miłość miłosierna przyczyniała się do rozwoju Kościoła w świecie.
Znali jednak tę prawdę o przekonywującej mocy chrześcijańskiego miłosierdzia również wrogowie Kościoła. Stąd też, na przykład, w naszym stuleciu w krajach o systemach totalitarnych praktyka miłosierdzia była surowo zakazana. Za działalność charytatywną w byłym Związku Radzieckim i w innych krajach socjalistycznych chrześcijanie skazywani byli na więzienie. Po drugiej wojnie światowej rozwiązano również struktury Caritas w Polsce. Chodziło o to, aby Kościół nie mógł objawiać światu swego właściwego oblicza i nie mógł ujawnić nauki Założyciela chrześcijaństwa – Jezusa Chrystusa. Nie wolno było prowadzić zewnętrznych akcji charytatywnych, niosących pomoc biednym. Zakonnice–pielęgniarki zwalniano ze szpitali, zabraniano prowadzić ochronki, z wyjątkiem zakładów dla dzieci upośledzonych. Chodziło o to, aby społeczeństwo uznało Kościół za zamkniętą w sobie instytucję, społecznie nieużyteczną, nikomu niepotrzebną, wrogą ludziom, a więc nadającą się do likwidacji.
Dzisiaj takie patrzenie na chrześcijańskie miłosierdzie, realizowane przez Kościół w krajach europejskich, należy już do przeszłości. Dzisiaj zachęca się Kościół, aby jak najwięcej działał na tym polu. Obecnie bowiem, gdy jedni się bogacą, a inni biednieją, gdy jest coraz więcej ludzi starych i chorych, samotnych i bezdomnych – zapotrzebowanie na miłosierdzie ciągle rośnie.
Skoro zaś z woli Bożej Opatrzności żyjemy dzisiaj, potrzeby charytatywne powinniśmy odczytywać jako skierowany do nas apel Zbawiciela o miłość miłosierną.
W sposób heroiczny odpowiedzieli na jego apel niedawno beatyfikowani przez Ojca Świętego Jana Pawła II trzej synowie naszej Ziemi: o. Józef Cebula OMI, o. Alojzy Liguda SVD i ks. Emil Szramek.
Papież wcześniej, przy kanonizacji św. Maksymiliana Kolbe, powiedział: „Umrzeć musimy wszyscy, bo taki jest normalny bieg ludzkiego życia. Oddać natomiast życie dla dobra innych, z miłości do Boga i do człowieka, to już akt heroicznego miłosierdzia”. Dokonali tego trzej nasi Błogosławieni i są dla nas wzorem do naśladowania. Miało to jednak miejsce w sytuacji wyjątkowej, w gehennie wojennej.
W naszym codziennym życiu formy miłosierdzia będą bardziej proste. Świadczyć miłosierdzie można bowiem przez działanie charytatywne, przez życzliwość dla drugiego człowieka, przez dobre słowo, a nawet poprzez przyjazny uśmiech. Chodzi jedynie o to, aby chcieć świadczyć bliźnim miłość miłosierną.
Umiłowani w Chrystusie Panu!
Pod koniec naszych refleksji o roli miłosierdzia w Kościele w minionych dwudziestu wiekach chrześcijaństwa zechciejmy uprzytomnić sobie, jakie szczególnie potrzeby mają nasi bliźni, z którymi żyjemy. W ostatnim Tygodniu Miłosierdzia przed Wielkim Jubileuszem chrześcijaństwa jawi się przed oczyma naszej wyobraźni Chrystus przepełniony bezgraniczną miłością do ludzi każdej epoki, a więc i do nas – obywateli świata na przełomie drugiego i trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa. Zafascynowani Jego miłością usiłujmy Go naśladować.
Anonimowy autor z XVI wieku napisał: „Chrystus nie ma rąk. On ma dzisiaj nasze ręce, by objawiać swą miłość”. I tak jest rzeczywiście.
Droga Siostro i Drogi Bracie!
Dzisiaj Chrystus potrzebuje Twoich rąk i Twego serca, aby objawić człowiekowi swoją miłość.
Wspaniale odpowiadają Chrystusowi na Jego apel o miłość miłosierną:
osoby, które codziennie przez cały rok, bez rozgłosu, innym czynią dobrze;
lekarze, pielęgniarki, opiekunki osób samotnych i opuszczonych;
osoby sprawujące opiekę nad dziećmi specjalnej troski, pracujące w domach starców, w stacjach opieki Caritas i w poradnictwie rodzinnym;
osoby duchowne i świeckie na plebaniach i przy furtach klasztornych wydające posiłki bezdomnym;
instytucje samorządowe i społeczne, a także sponsorzy – właściciele prywatnych przedsiębiorstw, organizujący pomoc potrzebującym;
wreszcie osoby świadczące miłość miłosierną własnym rodzinom i niosące pomoc swoim sąsiadom w potrzebie.
Tego bowiem, Najmilsi, oczekuje od nas Chrystus! Najwspanialej uczcimy Go w wigilię dwutysięcznej rocznicy Jego narodzin, gdy w naszym postępowaniu dostrzeżemy realizację Jego zaleceń odnośnie codziennego życia w chrześcijańskiej miłości miłosiernej.
Sam bowiem powiedział: „Po tym poznają ludzie, że jesteście moimi uczniami, jeżeli miłość wzajemną mieć będziecie” (por. J 13,35). Amen.
 
Opole, dnia 1 września 1999 r.
 
Druk w: WUDO 54 (1999), s. 630–635.
 



Pliki cookie pomagają nam udostępniać nasze usługi. Korzystając z serwisu, zgadzasz się na użycie plików cookie.