Umiłowani w Chrystusie Bracia i Siostry!
Tegoroczny Tydzień Miłosierdzia jest wyjątkowy. W obchodach bowiem Wielkiego Jubileuszu Chrześcijaństwa położony został silny akcent na chrześcijańskie miłosierdzie.
Ojciec Święty Jan Paweł II, w związku z Jubileuszem, skierował prośbę do bogatych krajów świata, aby darowały długi biednym krajom Trzeciego Świata. Apel Papieża znalazł częściowo pozytywny oddźwięk.
Stolica Apostolska w szczególny sposób wyeksponowała drugą niedzielę Wielkanocy, tak zwaną Niedzielę Białą, jako święto Miłosierdzia Bożego. W tym dniu odbyła się kanonizacja naszej rodaczki, zakonnicy, świętej Faustyny Kowalskiej, która była niezwykłą propagatorką miłosierdzia Bożego.
Okoliczności te stanowią dla nas zachętę do głębokiego przeżycia 56. Tygodnia Miłosierdzia.

I. W świecie współczesnym istnieje wielkie zapotrzebowanie na miłość miłosierną

Żyjemy w świecie silnych wrażeń i doznań. Wokół nas hałas, przemoc, szybkość, narkotyki, głośna muzyka i erotyzm. Te silne bodźce powodują zagłuszenie sumienia i stępienie ludzkiej wrażliwości. Człowiek przestaje dostrzegać potrzeby bliźnich. Czuje się ogłuszony zawrotnym tempem życia oraz ilością następujących po sobie wydarzeń. Niełatwo wówczas docierają do niego zachęty religijne do służenia Panu Bogu i potrzebującym ludziom. Wiemy bowiem, że najlepiej kontaktujemy się z Bogiem w ciszy. Tylko w ciszy jesteśmy zdolni usłyszeć głos Boga i kwilenie cierpiącego człowieka.
Nie sprzyja dzisiaj miłosierdziu również ideologia życiowego sukcesu – choćby z krzywdą innych. Środki masowego przekazu, a więc telewizja, radio i prasa, przepełnione są reklamami wszelkich dóbr konsumpcyjnych i życiowych przyjemności, zachęcających telewidza lub czytelnika, aby za wszelką cenę spróbował to wszystko zdobyć, a wtedy osiągnie pełnię szczęścia. Pobudza to wielu do spróbowania swoich sił w walce o sukces życiowy.
Tymczasem bezwzględna konkurencja w dążeniu do sukcesu i wyczynowe zmagania o pierwsze miejsce, o to, aby być najlepszym, nierzadko odbywa się z krzywdą i deptaniem praw innych, słabszych lub po prostu uczciwszych. Z jednej strony mówi się, że należy bliźnim pomagać, okazywać współczucie i samarytańskie miłosierdzie, a z drugiej zachęca się do współzawodnictwa, osiągania wysokich pozycji, co w praktyce dokonuje się często kosztem innych, bez miłosierdzia i bez współczucia. Głowa i serce człowieka oraz zimna kalkulacja w dążeniu do sukcesu i ludzkie uczucia stoją ze sobą w sprzeczności, powodując wewnętrzne rozdarcie. Wewnętrzny konflikt u niektórych kończy się dopuszczeniem do głosu sumienia i nie tracą swojej godności. Pozostają nadal prawdziwymi ludźmi. U innych, niestety, sumienie zostaje zagłuszone. I wówczas dążą do sukcesu, choćby połączonego z okrutną krzywdą innych.
W przypadku takich ludzi na miłość miłosierną liczyć nie można. Nowobogackim, wszystko posiadającym, trudno jest zrozumieć biednych, żyjących na skraju nędzy. Drapieżny kapitalizm nie sprzyja chrześcijańskiemu miłosierdziu.
A mimo to, w dzisiejszych czasach, wychodząc z chrześcijańskiej motywacji religijnej, idąc za głosem swego sumienia, wielu miłosierdzie praktykuje.
Czynią to czasami ludzie zamożni, bogaci sponsorzy, którym udało się trafić w gospodarce na produkcję mającą popyt i dzięki temu osiągają duże zyski. Ale jeszcze częściej czynią to ludzie żyjący bardzo skromnie ze swojej pensji lub emerytury. Ludzie ci wiedzą, co to jest niedostatek, i dzielą się z biedniejszymi na wzór ewangelicznej wdowy ze świątyni jerozolimskiej, którą pochwalił Zbawiciel za wrzucenie do skarbony dla biednych kilku monet wartości dziennego utrzymania. I dobrze, że są tacy ludzie w czasach nie sprzyjających miłosierdziu, gdyż w naszej rzeczywistości czekających na miłość miłosierną jest wyjątkowo dużo.

II. Kościół usilnie zachęca do miłosierdzia

Kardynał Metropolita Krakowski Karol Wojtyła w kazaniu w 1966 r. na 50-lecie śmierci Brata Alberta (Adama Chmielowskiego) tak mówił: „Jest dzisiaj wiele ludzkich potrzeb, wiele wołania o miłosierdzie – czasem w sposób dyskretny, niedosłyszalny. Iluż jest ludzi chorych i opuszczonych w swoich chorobach, bez żadnej opieki? Iluż jest ludzi starych, przymierających głodem i tęskniących za sercem? Ile jest trudnej młodzieży, która w dzisiejszej atmosferze życia nie znajduje dla siebie moralnego oparcia?
Miłosierdzie i chrześcijaństwo jest wielką sprawą naszych dni. Jeżeliby nie było miłosierdzia, nie byłoby chrześcijaństwa: to jest jedno i to samo. W służbie miłosierdzia nawet fundusze nie są najważniejsze, nawet domy, zakłady i szpitale nie są najważniejsze, chociaż są to środki niezbędne. Najważniejszy jest człowiek; trzeba świadczyć swoim człowieczeństwem, sobą. Tutaj Brat Albert jest dla nas nieporównanym wzorem. Nie miał prawie żadnych środków, nie dysponował żadnymi funduszami, żadnymi gotowymi instytucjami, postanowił dawać siebie. Dlatego rzucił go Bóg na kolana przed człowiekiem najbardziej wydziedziczonym, ażeby dawał siebie. I dawał do końca swoich dni; dawał ze wszystkich sił. Był to wyraz jego wiary i miłości. Ten wyraz jego wiary i miłości jest dla nas bezcenny, jak równie bezcenny jest w obliczu Boga. Trzeba, ażeby nasze człowieczeństwo wróciło w nowy sposób uwrażliwione na człowieka, jego potrzeby, jego niedole i cierpienia i ażeby gotowe było świadczyć sobą, pełnym miłości sercem; taki dar bowiem więcej znaczy aniżeli pełne ręce i środki bogate. «Ponad to wszystko większa jest miłość»” – mówił kardynał Wojtyła w pół wieku po śmierci Brata Alberta, którego później jako Papież wyniósł na ołtarze, przede wszystkim za wzór miłości miłosiernej.
W bieżącym zaś Roku Jubileuszowym kanonizował świętą Faustynę Kowalską głoszącą światu orędzie Bożego Miłosierdzia i przypominającą nam w prosty sposób ważność miłości miłosiernej w naszym życiu chrześcijańskim. Miłosierdzie powinno wyrażać się w naszym życiu w potrójny sposób: modlitwą za potrzebujących, dobrym słowem skierowanym do nich i czynem, bo nawet wiara najsilniejsza nic nie pomoże bez uczynków – realistycznie stwierdzała ta Święta.
Kościół w każdym wieku, na przestrzeni dwóch tysięcy lat, uwzględniając aktualne potrzeby, nieustannie apelował o miłość miłosierną. Stosownie bowiem do zalecenia Chrystusa Pana, miłość miłosierną uważa za podstawową swoją misję w świecie.

III. Budujące zaangażowanie wielu chrześcijan w praktykowanie miłosierdzia

Niewątpliwie odruchem miłości miłosiernej, który odbił się głośnym echem, była spontaniczna pomoc wiernych naszej diecezji dla mieszkańców północnej Polski, którzy najwięcej ucierpieli z powodu tegorocznej suszy. Nasi wierni, poprzez pośrednictwo Caritas, na wiadomość o klęsce suszy natychmiast zareagowali, motywując swój gest wdzięcznością za doznaną życzliwość podczas powodzi trzy lata temu.
Miłość rodzi miłość – i o to chodzi! Materialne wsparcie, jakiego udzieliliśmy, jest kroplą w morzu potrzeb. Ale liczy się gest, liczy się okazane serce drugiemu człowiekowi. Najgorsza jest bowiem w nieszczęściu obojętność i znieczulica otoczenia, a najważniejsze jest wyjście z sercem naprzeciw człowieka będącego w potrzebie. 
Drodzy Bracia i Siostry!
Jak każdego roku, z okazji Tygodnia Miłosierdzia zechciejcie przyjąć gorące podziękowanie za miłość miłosierną praktykowaną w waszym codziennym życiu.
„Bóg zapłać” – osobom, które codziennie przez cały rok, bez rozgłosu innym dobrze czynią.
„Bóg zapłać” – lekarzom, pielęgniarkom, opiekunom osób samotnych i opuszczonych, pracującym w stacjach Caritas.
„Bóg zapłać” – siostrom zakonnym i osobom świeckim sprawującym opiekę nad dziećmi specjalnej troski; osobom pracującym w domach starców; plebaniom i klasztorom dożywiającym przy furcie ludzi bezdomnych; instytucjom państwowym i społecznym, organizującym niezbędną pomoc dla potrzebujących.
„Bóg zapłać” – sąsiadom wspomagającym siebie nawzajem w potrzebie i wszystkim ludziom dobrej woli, którzy świadczą miłość względem bliźnich.
Umiłowani w Chrystusie Panu!
W Tygodniu Miłosierdzia, w Roku Wielkiego Jubileuszu Chrześcijaństwa, jawi się przed naszymi oczyma Jezus Chrystus ten sam wczoraj, dziś i na wieki. Jawi się przepełniony bezgraniczną miłością do ludzi każdej epoki, a więc i do nas, żyjących na przełomie drugiego i trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa. Zafascynowani Jego miłością usiłujmy Go naśladować. Najwspanialej uczcimy Syna Bożego w roku milenijnym, gdy pozwolimy Mu dostrzec w naszym postępowaniu realizację Jego zaleceń odnośnie codziennego życia. Sam bowiem powiedział: „Po tym poznają ludzie, że jesteście moimi uczniami, jeżeli miłość wzajemną mieć będziecie” (por. J 13, 35). Amen.
 
Opole, dnia 15 sierpnia 2000 r.
 
Druk w: WUDO 55 (2000), s. 464–468.



Pliki cookie pomagają nam udostępniać nasze usługi. Korzystając z serwisu, zgadzasz się na użycie plików cookie.