Umiłowani w Chrystusie Bracia i Siostry! 
W tegorocznym Tygodniu Miłosierdzia zechciejmy zastanowić się nad tą właściwością człowieka, którą nazywamy wrażliwością albo współczuciem, a która świadczy o jakości naszego człowieczeństwa. Wrażliwość może być różna. Istnieje na przykład wrażliwość na otaczające nas piękno przyrody lub na muzykę. 
Ale my zatrzymajmy się przy wrażliwości na drugiego człowieka, na jego potrzeby i na jego cierpienie. Nieraz słyszymy: To wrażliwy i dobry człowiek. Ale jest tak naprawdę tylko wówczas, gdy wrażliwość tego człowieka owocuje konsekwencją czyli działaniem. 
Obserwacja publicznego życia informuje nas, że jesteśmy wrażliwi na ludzkie nieszczęścia. Przeżywamy głęboko niedolę dzieci lub brak pomocy ludziom chorym i starym; poruszają nas kataklizmy pożarów, powodzi lub trzęsienia ziemi; martwimy się losem bezrobotnych; cierpimy, gdy dzieje się zło. Ale żeby nasze cierpienie nie było puste, musimy bliźnim pomagać. 
Rozwijanie w sobie wrażliwości na cierpienie drugiego człowieka jest też sposobem walki z własnym egoizmem i egocentryzmem. Ten wysiłek oczywiście kosztuje i wymaga pracy nad sobą. Ale jest o co walczyć. Zyskuje bowiem nie tylko obdarowany, lecz również świadczący miłość miłosierną. Przejdźmy do konkretów. 

I. Wrażliwość ludzi zajmujących najwyższe stanowiska państwowe

Szczególną wrażliwością powinni się odznaczać ludzie zajmujący wysokie stanowiska państwowe. Ich decyzje bowiem mają najszerszy zasięg społeczny i dotyczą wszystkich obywateli kraju. Ci ludzie powinni mieć dużą wyobraźnię i szukać odpowiedzi na pytania: Jak rządzić krajem, by ludziom powodziło się lepiej? Jak budować państwo życzliwe dla obywateli? Powinni posiadać zdolność empatii, czyli wczuwania się w problemy i przeżycia milionów rodzin i osób, które reprezentują. Stąd parlamentarzyści przed podniesieniem ręki w głosowaniu nad losem obywateli powinni dogłębnie przemyśleć swoją wrażliwość na dolę wszystkich, a zwłaszcza najbiedniejszych. 

II. Wrażliwość pracodawców

Wielką wrażliwością powinni odznaczać się również pracodawcy państwowi i prywatni, decydujący o zatrudnieniu. Ojciec Święty Jan Paweł II często przypomina, że dla wprowadzenia sprawiedliwego ładu na świecie konieczne jest respektowanie zasady „być przed mieć”. Naucza, że najpierw trzeba dbać o to, aby być dobrym człowiekiem, a potem starać się o to, aby posiadać dobra doczesne. W dzisiejszym świecie bowiem wielu nie dba o to, aby być, lecz tylko o to, aby mieć, i to jak najwięcej. 
A oto przykład takiej postawy. Dyrektor zarabiający miesięcznie 51 tysięcy złotych, po otrzymaniu zalecenia swoich przełożonych, aby ograniczył wydatki na wynagrodzenie pracowników, natychmiast zadecydował o zwolnieniu kilkunastu osób „na dole”. Zapewne nawet nie pomyślał o tym, że mógłby ograniczyć pobory swoje i swoich zastępców. Jest to przykład braku wrażliwości na los ludzi zwalnianych z pracy. Jest to hołdowanie zasadzie, iż ważniejsze jest w życiu mieć, niż być dobrym człowiekiem. 
Katolicka nauka społeczna podkreśla, że w społeczeństwie ludzie bogaci mają obowiązek stwarzania miejsc pracy dla innych. Jest grzechem niesprawiedliwości społecznej tak ustawiać funkcjonowanie swego przedsiębiorstwa, aby tylko sobie przymnażać bogactwa. Trzeba zachować umiar w bogaceniu się. Wszyscy bowiem mieszkańcy kraju mają prawo do korzystania z owoców ziemi. Kapitalista nie może zawłaszczać sobie nadmiaru dóbr, jakby był panem ziemi. 
Tylko Stwórca jest Panem całej ziemi. I to właśnie On w Starym Testamencie nakazał Narodowi Wybranemu co siedem lat obchodzić mały jubileusz, a co 49 lat wielki jubileusz, w którym ziemia zabrana przez bogatych za długi wracała z powrotem do poszkodowanych. Niewolnikom zaś zwracano wolność, aby mogli wrócić do swojej ojczyzny. Z szacunku dla Stwórcy powtarzano: „Pańska jest ziemia, a wszyscy ludzie są tylko jej dzierżawcami. I dlatego wszyscy mają prawo do korzystania z jej owoców”. Uznawane przez Żydów prawo skłaniało ich do społecznej wrażliwości. 
I my dzisiaj modlimy się oraz apelujemy do ludzi bogatych o społeczną wrażliwość. Sprawiedliwość domaga się, abyśmy w tym miejscu wyrazili także szacunek dla tych bogatych, którzy troszczą się o dobro innych ludzi, dają im pracę w miarę sprawiedliwie wynagradzaną, a także realizują dzieła charytatywne. W naszym kraju jest ich sporo. Widać, dbają nie tylko o to, aby mieć, ale i o to, aby być ludźmi wrażliwymi na potrzeby bliźnich. 

III. Wrażliwość szarych obywateli, wszystkich nas

W szczególny jednak sposób wrażliwość jest potrzebna nam, szarym obywatelom i ludziom Kościoła. Obracamy się bowiem w miejscach, gdzie najbardziej widoczna jest ludzka bieda. Na przykład szpital. Jak wiele zależy tu od wrażliwości lekarzy i pielęgniarek, niosących fizyczną ulgę chorym. Albo hospicjum. Ileż serca potrzebują tam chorzy w końcowym etapie swego życia. Albo gdy w naszym sąsiedztwie mieszkają bezrobotni z rodzinami, przeżywający stan psychicznego załamania – czyż nie wymagają od nas duchowego wsparcia i budzenia nadziei znalezienia pracy? Albo ludzie starzy, samotni, schorowani w naszej parafialnej wspólnocie – jakżesz bardzo nieraz czekają na nasze dobre słowo, a czasami i na pomoc fizyczną lub materialną. Tutaj pole do realizacji miłosiernej miłości mają socjalne stacje Caritas i sąsiedzi. Albo więzienie. Nieraz słyszymy: Dla tych ludzi nie można mieć litości. Czasami tak to rzeczywiście wygląda. Ale iluż jest wśród więźniów takich, którzy pochodzą z rodzin patologicznych i przestępczych. Nikt ich należycie nie wychował. Od dzieciństwa wzrastali w marazmie zła moralnego. Zetknięcie się z ludźmi szlachetnymi bardzo rzadko ale jednak, niektórych z nich skłania do refleksji nad własnym życiem. A ponadto Pan Jezus przecież utożsamia się z więźniami: „(…) byłem w więzieniu, a odwiedziliście Mnie” (Mt 25,36).
W tych wszystkich przypadkach bezcenna jest wrażliwość ludzka. W chrześcijańskim życiu nie wolno nam pominąć również wrażliwości religijno-moralnej. W obecnych bowiem czasach jakby stępiała nasza wrażliwość w tej dziedzinie. Źle rozumiana tolerancja skłania nas do obojętności na stosunek do Pana Boga i do zachowania Jego przykazań nawet przez naszych najbliższych. Dosyć często bez reakcji patrzymy na ich zaniedbania religijne i złe obyczaje, na przykład, na życie we dwoje latami bez ślubu, na lekkomyślne rozwody i tym podobne zło moralne. A przecież można i trzeba, zachowując pełny szacunek dla suwerenności drugiego człowieka, prosić go i tłumaczyć mu, jak powinien układać swoje chrześcijańskie życie. A nade wszystko za błądzącą bliską osobę trzeba modlić się o światło Ducha Świętego. Całkowite milczenie bowiem może ona rozumieć jako naszą akceptację i zgodę na to, co czyni. A to deformuje sumienie. Wrażliwość nasza w sprawach wiary i życia religijnego osób bliskich to wyjątkowo ważny przejaw naszej dla nich miłości miłosiernej, bo dotyczy nie tylko doczesności, ale i wiecznego zbawienia. 
Drodzy Bracia i Siostry! 
Po wymienieniu osób szczególnie zobowiązanych do społecznej wrażliwości, a także tych, którym ta wrażliwość jest wyjątkowo potrzebna – z uznaniem trzeba zauważyć, że choć ciągle za mała, to jednak spora jest liczba ludzi świadczących miłość miłosierną na świecie, w naszym kraju, a także w naszej diecezji. Dziękujemy za nich Panu Bogu. Z okazji sześćdziesiątego Tygodnia Miłosierdzia składamy im serdeczne „Bóg zapłać!” za to, że usłuchali Bożego natchnienia i realizują miłość miłosierną. 
Dziękujemy w szczególności: 
osobom, które codziennie przez cały rok, bez rozgłosu, innym dobrze czynią; 
lekarzom, pielęgniarkom, opiekunom osób samotnych i opuszczonych, pracującym w naszych socjalnych stacjach Caritas; 
siostrom zakonnym i osobom świeckim sprawującym opiekę nad dziećmi specjalnej troski; osobom pracującym w domach starców; plebaniom i klasztorom dożywiającym przy furcie bezdomnych; instytucjom państwowym i społecznym, organizującym niezbędną pomoc dla potrzebujących; 
sąsiadom wspomagającym siebie nawzajem w potrzebie i wszystkim ludziom dobrej woli, którzy świadczą miłość względem bliźnich. 
Ufamy, że Miłosierny Zbawiciel hojnie im to wynagrodzi. Zachętą zaś do dalszej wrażliwości na potrzeby bliźnich i do apostolstwa miłosierdzia niech będą dla nas Jego słowa: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5,7).
 
Opole, dnia 15 sierpnia 2004 r. 
 
Druk w: WUDO 59 (2004), s. 509–513.
 



Pliki cookie pomagają nam udostępniać nasze usługi. Korzystając z serwisu, zgadzasz się na użycie plików cookie.