Umiłowani w Chrystusie Bracia i Siostry!
Przeżywamy kolejny, 63. Tydzień Miłosierdzia. Pojęcie chrześcijańskiego miłosierdzia zazwyczaj kojarzy się z udzielaniem potrzebującym pomocy materialnej lub duchowej, a także z działaniem na rzecz ubogich. I rzeczywiście są to podstawowe formy świadczenia miłości miłosiernej. Ale mogą też być inne. 
W tym roku zechciejmy zastanowić się nad świadczeniem miłosierdzia poprzez dar swego czasu, czyli poprzez spotkania z bliźnim, spragnionym obecności drugiego człowieka.

I. Znaczenie spotkań w życiu religijnym

Już na początku chrześcijaństwa niezwykle ważną rolę odegrały spotkania Pana Jezusa z Apostołami. Przez trzy lata przebywał Zbawiciel z wybranymi przez siebie uczniami. Przygotowywał ich do misji, jaką miał im powierzyć. Podczas trzyletniego okresu publicznego nauczania Apostołowie wsłuchiwali się w słowa swego Mistrza, oglądali znaki, które czynił, a więc cuda nad przyrodą, uzdrawianie chorych i wskrzeszanie umarłych. Aby umocnić w nich wiarę, że jest oczekiwanym Mesjaszem i Synem Bożym, przemienił się na Górze Tabor, ukazując swój Boski majestat. I wydawało się, że już są ludźmi wierzącymi. A jednak, gdy przyszedł czas męki i śmierci Jezusa na krzyżu – zwątpili. Nie mogli tego zrozumieć i zaakceptować, aby Syn Boży, który przecież wskrzeszał umarłych, sam pozwolił się ukrzyżować i tak haniebnie zakończyć życie. Zaistniał jednak fakt Zmartwychwstania. Donoszą o tym Apostołom niewiasty, które zastały pusty grób i miały widzenie Aniołów. Uczniowie nie wierzą. Piotr i Jan idą sprawdzić informację. Rzeczywiście, zastali grób pusty, ale swego Mistrza nie widzieli. Pełni wątpliwości, stosownie do zalecenia przekazanego przez niewiasty, zgromadzeni w domu, oczekują na Niego. I oto przy zamkniętych drzwiach zjawia się Jezus. Oczom nie wierzą! Może to tylko zjawa! Pokój wam! – odzywa się Zbawiciel – Weźmijcie Ducha Świętego. Idąc na cały świat nauczajcie wszystkie narody; udzielajcie chrztu. Komu grzechy odpuścicie, będą odpuszczone, a komu zatrzymacie, będą zatrzymane (…).
Jak gdyby streszcza to, czego nauczał ich przez trzy lata, i przypomina misję, jaką mają spełnić. Widocznie zachowanie Apostołów wskazywało na ich niepewność, czy to, co widzą i słyszą, jest rzeczywistością, bo Zbawiciel dodaje: „Czy macie coś do jedzenia?” Prośba o posiłek rozwiała ich wątpliwości. Skoro spożywa pokarm, to już nie zjawa, to ich kochany Mistrz, który zmartwychwstał, jak przed męką zapowiedział. Wybucha wielka radość! Nieobecny był Tomasz. Gdy pojawił się wśród Apostołów, a koledzy powiadomili go, że Pan Zmartwychwstał i im się ukazał, odrzekł: „Jeżeli sam Go nie ujrzę, nie włożę ręki w Jego bok i nie dotknę Jego ran – nie uwierzę!”
U Żydów w sądzie uznawano za prawdę to, co potwierdzili dwaj wiarygodni świadkowie. O spotkaniu ze Zmartwychwstałym mówią Tomaszowi nie dwaj świadkowie, ale dziesięciu jego kolegów, a on jednak nie uwierzył. Zachowanie Tomasza świadczy o tym, że po ukrzyżowaniu Jezusa Apostołowie zwątpili, załamała się ich wiara w to, że Jezus z Nazaretu jest Mesjaszem i Synem Bożym.
Dopiero kilkanaście spotkań Jezusa Zmartwychwstałego z uczniami i umocnienie darami Ducha Świętego sprawiło, że stali się na sto procent ludźmi wierzącymi. Można więc powiedzieć, że nie wystarczyły trzy lata nauczania, znaki i cuda, które Jezus czynił na oczach Apostołów, ale dopiero spotkania po Zmartwychwstaniu umocniły ich wiarę, aż do oddania za nią życia. Ogromne więc znaczenie odegrały spotkania Mistrza z uczniami na początku chrześcijaństwa.

II. Rola spotkań w codziennym ludzkim życiu

Wielką rolę odgrywają spotkania również w naszym codziennym życiu. Świątynia, w której jesteśmy zgromadzeni, wypełniona jest przeważnie starszymi i młodszymi parami małżeńskimi. 
Najmilsi! 
Był kiedyś dzień, gdy rozpoczęły się i trwały przez dłuższy czas wasze spotkania narzeczeńskie, które doprowadziły do zawarcia związku małżeńskiego. Spotkania zaowocowały ślubem.
Istnieje również opinia, że u podłoża powołania kapłańskiego lub zakonnego można doszukać się budującego przykładu zakonnicy lub kapłana, który zaimponował młodemu człowiekowi w okresie, gdy szukał swego powołania życiowego.
Przed oczyma wyobraźni ciągle mamy wielotysięczne rzesze naszych rodaków kroczących w pielgrzymkach na spotkania z Ojcem Świętym Janem Pawłem II, aby go zobaczyć, posłuchać, co powie, i skonfrontować jego nauczanie ze swoim życiem.
Trudno zliczyć spotkania ludzi starszych, a tym bardziej ludzi młodych z różnymi osobami przez nich cenionymi, w celu przeżycia radości zetknięcia się z nimi i ubogacenia siebie tym, co prezentują.
Od dzieciństwa poprzez młodość i wiek dojrzały przeżywaliśmy rozmaite spotkania z wartościowymi ludźmi. Spotkania te zapewne ubogacały nas duchowo, a może czasami i materialnie. Rzecz jasna, dla tych dobrych ludzi żywimy w sercu głęboką i trwałą wdzięczność.
Drodzy Bracia i Siostry! 
W obecnym Tygodniu Miłosierdzia byłoby czymś budującym, gdybyśmy się zastanowili i pomyśleli o sposobach podobnego świadczenia dobra naszym bliźnim, którym możemy pomóc i którzy na tę pomoc liczą. Żebyśmy w życiu byli nie tylko odbiorcami miłości bliźniego, ale jej dawcami poprzez poświęcenie innym swego czasu, poprzez spotkania wnoszące w życie innych dobra zarówno duchowe, jak i materialne.
Zapotrzebowanie na tego rodzaju dar w dzisiejszych czasach jest ogromne. Wystarczy pójść do domu dziecka, aby przekonać się, jak każde z tych maleństw pragnie, aby odwiedzająca je osoba właśnie nim się zainteresowała, właśnie do niego przychodziła na spotkania. Niemal każde z nich woła: „Ty będziesz moją mamą”, albo: „Ty będziesz moim tatusiem”. My, dorośli, nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, jak bardzo małe dziecko pragnie mieć kogoś dla siebie, z kim mogłoby się spotkać i być z nim.
Jeszcze bardziej boleśnie odczuwają samotność ludzie starzy, chorzy, opuszczeni przez rodzinę. Obecnie, gdy wiele młodych pracuje nieraz daleko od domu rodzinnego, przybywa osób samotnych, dla których największą radością są spotkania z najbliższymi. Wystarczy odwiedzić pokoje w domach starców albo, co jest jeszcze gorsze, osoby samotne, chore, pozostające we własnych domach, aby zrozumieć, jak wielkim darem jest dla nich nasza obecność, rozmowa, rodzinne wspomnienia. Dla takiej osoby wiadomość, że w jakimś dniu będzie syn lub córka, sprawia, iż ten dzień staje się czasem wyjątkowym, pełnym radosnej euforii; pobudza chęć do życia.
Drodzy Bracia i Siostry!
Ojciec Święty Benedykt XVI będąc w Polsce, w homilii podczas Eucharystii na krakowskich Błoniach (27 V 2006 r.) powiedział m.in.: „Proszę was, abyście umocnieni wiarą w Boga, angażowali się żarliwie w umacnianie Jego Królestwa na ziemi, Królestwa dobra, sprawiedliwości i miłosierdzia. Proszę was, byście odważnie nieśli nadzieję ubogim, cierpiącym, opuszczonym i samotnym. Proszę was, byście czyniąc dobro bliźniemu i troszcząc się o dobro wspólne, świadczyli, że Bóg jest miłością. Przekazujcie tę miłość jedni drugim, sobie wzajemnie”. Tyle Papież.
Ukochani w Chrystusie Panu!
Tę Bożą i ludzką miłość miłosierną między innymi przekazujemy poprzez spotkania z osobami spragnionymi obecności najbliższych. I trzeba powiedzieć, że ten sposób miłosiernej miłości bliźniego wielu wyznawców Chrystusa hojnie praktykuje.
Dlatego na zakończenie refleksji z okazji 63. Tygodnia Miłosierdzia składamy Wam serdeczne podziękowanie. Dziękujemy za wszelkie praktykowane dotychczas sposoby miłosierdzia w waszej wspólnocie. „Bóg zapłać” za modlitwę, za dary materialne i pieniądze ofiarowane dla potrzebujących; za wszelką działalność charytatywną w parafii, łącznie z organizowaniem pracy zarobkowej; za posługę sióstr i wolontariuszy zorganizowanych w Caritas; za posługę lekarzy i pielęgniarek szpitalnych, które niezależnie od zewnętrznych uwarunkowań, ofiarnie służą leżącym chorym; za działalność ludzi spieszących z pomocą dotkniętym w kataklizmach pogodowych.
W tym roku dodatkowo chciejmy zwrócić szczególną uwagę na świadczenie miłości miłosiernej poprzez dar poświęconego czasu na spotkania z bliźnimi spragnionymi obecności drugiego człowieka. Tę miłość chciejmy przede wszystkim ukierunkować na osoby najbliższe w rodzinie, zwłaszcza na zniszczonych przeżyciami i chorobami rodziców i krewnych, ale też na samotne chore osoby obce.
Dla nich nasze odwiedziny, pomoc w załatwianiu codziennych spraw lub po prostu nasza obecność będzie wielkim dobrem. Ich życie rozjaśnić może na chwilę nawet korespondencja albo wykonany telefon wyrażający zainteresowanie ich zdrowiem.
Zachętą do praktykowania takiego miłosierdzia niech będzie dla nas przykład świętych, w tym przykład wyniesionej niedawno w naszej diecezji – w Nysie – do chwały ołtarzy błogosławionej Marii Luizy Merkert, współzałożycielki i pierwszej przełożonej generalnej Zgromadzenia Sióstr Elżbietanek.
Święci spotkania z chorymi, rannymi, opuszczonymi w domu czy na ulicy, traktowali jak spotkania z samym Jezusem. Mieli świadomość, że cokolwiek czynią naprawdę potrzebującym i chorym – służą samemu Zbawicielowi. I dla nas niech będą zachętą do miłości miłosiernej słowa Chrystusa Pana: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5,7). Amen.
 
Opole, dnia 15 sierpnia 2007 r.
 
Druk w: WUDO 62 (2007), s. 317–322.



Pliki cookie pomagają nam udostępniać nasze usługi. Korzystając z serwisu, zgadzasz się na użycie plików cookie.