Umiłowani Dobroczyńcy naszego Seminarium!

Tradycją kilkunastu już lat stało się, że na progu nowego roku kościelnego, w adwentowy czas przygotowania do Świąt Dobrocią Boga znaczonych, odzywam się do Was z „Serca Diecezji” ze słowami serdecznej wdzięczności i świątecznych życzeń, słowami adresowanymi do tych, którzy przez cały rok, w sposób zaś szczególny podczas jesiennej zbiórki darów, okazywali nam wielkoduszne serce, duchowe wsparcie i pomocną dłoń. Jest to też zawsze okazja do dzielenia się radością wiary, szczęściem chrześcijańskiego i kapłańskiego powołania, okazja do przypominania sobie wspólnej troski o „dziś” i „jutro” Kościoła. Pozwólcie więc i tym razem na kilka myśli ubranych jeszcze w szatę Adwentu, choć to już właściwie jego ostatnie chwile.
Szybko nam ucieka w tym roku Adwent, w kalendarzu najkrótszy z możliwych (ledwo trzy tygodnie). Chciałoby się powiedzieć: „za szybko!” Upominając się o więcej modlitwy, o czujność i uwagę skierowaną na to, co najważniejsze w życiu, o gotowość do rozrachunku ostatecznego z Bogiem i Jego Miłością, skąpo wydaje się odmierzać nam czas na to wszystko. Już przecież Święta na głowie,  świąteczne porządki, przygotowania i zakupy, i prezenty, do których kusi przystrojony od dawna w kolędy,  w choinki i bombki rozpędzony i rozgorączkowany świat reklam, supermarketów, masmediów.  Jak zdążyć z tym wszystkim w tak krótkim czasie?
Ale czyż to nie adwentowy właśnie czas zatrzymania i wyciszenia, i adwentowe przesłanie o przyjściu powtórnym Pana, przypomnieć nam miały prawdę, że ze wszystkim, co się marzy naszej duszy, nie da się tutaj tak czy owak zdążyć, że czas jest zbyt krótki i wnet przyjdzie jak złodziej w nocy ostatni dzień? Nie w porę!  Nie zdążymy nigdy dogonić wszystkich swoich marzeń, zamierzeń, planów, projektów. Przyśpieszenie tempa życia, ekspansja przedsiębiorczości i działań, intensyfikacja dyskotekowych decybeli, doznań i przeżyć, spiętrzenie internetowej komunikacji, bynajmniej nie wystarczą, aby uporać się z prowizorycznością życia z jego ograniczeniami i niedostatkami. Owszem w życiu trzeba się nabiegać, natrudzić i napracować, ale zawsze i tak zabraknie czasu, zamkniętego w potrzasku doczesności i śmierci. Czyż cywilizacja techniczna, która zdaje się usprawniła wszystkie ludzkie działania, żeby zaoszczędzić ludziom czasu, nie jest właśnie cywilizacją chronicznego braku czasu?
Dlatego właśnie upomina się Adwent (krótszy tym bardziej), żebyśmy otworzyli nasze serca na Szczęście i sens życia zdefiniowany, zorientowany inaczej – zupełnie inaczej. Nie przez niespokojną pogoń za uciekającym czasem i tym, co ma nam do zaoferowania, ale przez uważne i ufne oczekiwanie na jego ostateczne spełnienie. Te zaś podarować nam może tylko Ten, co władny jest otworzyć bramy niekończącej się wieczności – Bóg. Może najbardziej dobitnie i szokująco tę orientację życiową, naznaczoną oczekiwaniem spełnienia, ubrał w słowa św. Paweł w swoich radach kierowanych do chrześcijan w Koryncie (1 Kor 7,29-31) „Mówię, bracia, czas jest krótki. Trzeba więc, aby ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci, a ci, którzy płaczą, tak jakby nie płakali, ci zaś, co się radują, tak jakby się nie radowali; ci, którzy nabywają, jak gdyby nie posiadali; ci, którzy używają tego świata, tak jakby z niego nie korzystali. Przemija bowiem postać tego świata.” Na pierwszy rzut oka może to wyglądać jak zachęta do bierności, jak apel o jakieś zobojętnienie na uroki i obowiązki życia. Tak jednak nie jest. O wiele bardziej jest to zaproszenie do zaprowadzenia w gorączce życia pokoju i wolności – wolności dzieci Bożych, której źródłem jest pewność wiary, że nasza wygrana nie zależy od okoliczności życia, od fortuny i układów, od kariery i pozycji społecznej, od powodzenia zawodowego albo towarzyskiego, ale jest w ręku Boga, jest w ręku Jego Miłości. Jest na łasce tej Miłości, która uprzedza wszelką zasługę i kocha za darmo („On umarł za nas – naucza św. Paweł – gdyśmy byli jeszcze grzesznikami”).  Tej Miłości starczyło dla robotników, co najęli się w ostatnią godzinę, starczyło chorych i trędowatych, dla grzeszników i celników, nawet dla konającego łotra. Czyż miało by jej nie starczyć dla mnie?
Taka ufna wiara i nadzieja pozwala na przykładanie innych miar (ocen) wartości do tego czym żyjemy i co czynimy. Nie trzeba ze wszystkim zdążyć, bo i tak się nie zdąży, nie trzeba wszystkiego wygrać, mieć i osiągnąć, bo i tak się nie uda. Nie trzeba być najlepszym! Prawdziwa wartość całego mojego istnienia i moich czynów, nawet tych najmniejszych, prozaicznych, nawet tych po ludzku nieudanych, bierze się stąd, że zawsze mogą one być przeżywane w postawie wdzięczności, odwdzięczenia się Bogu za Jego Umiłowanie, na jakie i tak niczym sobie nie zasłużyłem, a które podarował mi Bóg w swoim Synu Jezusie Chrystusie. Wystarczy jedno słowo ofiaruję – ofiaruję Ci, Panie, to co czynię, jako wyraz wdzięczności za Twoją Miłość. To jedno słowo: „ofiaruję”, szczerze wypowiadane, pozwala wynieść życie i najprostsze nawet uczynki na orbitę Miłości i wieczności, jest sposobem, aby życie uczynić wartym przeżycia. Ewangeliczny wdowi grosz więcej był wart w oczach Jezusa niż wielkie pieniądze bankierów. Wtedy, kiedy sercem rządzi wdzięczność i miłość, zawsze człowiekowi starcza czasu,  pieniędzy i wyobraźni, aby życie uczynić wartościowym, dobrym i szczęśliwym.
Nie jest oczywiście łatwo tak przeorientować swoje życie, dzień po dniu, w wirze spraw, zmartwień, kłopotów, niedostatków, boleści. Nie jest łatwo pozostając pod presją mentalności tego świata, zdominowanego ideą konkurencji, sukcesu, powodzenia, uśmiechającego się do nas pokuśliwie z reklam i bilbordów...., nie jest łatwo zaprowadzić w sercu wdzięczność, pokój i wolność polegania na Bogu, nie jest łatwo przekonać serce do zgody na okoliczności swojego życia, również te niesprzyjające. Łatwiej przychodzi wyznać wiarę w niedzielnym Credo niż ją praktykować w codzienności, od poniedziałku do soboty. Potrzebujemy więc nieustannie pomocy, tej zdobywanej na modlitwie, na adoracji, na liturgii, przez praktykowanie świętych sakramentów, przez Spowiedź, Komunię Świętą, słuchanie Słowa Bożego, przez życie życiem Kościoła.
Nie wolno nam też przegapić, zmarnować tej szczególnej, niezastąpionej pomocy, jaką oferują nam we wspólnocie Kościoła ludzie święci, świadkowie wiary, ci, którzy jakby wyprzedzają nas o krok w dojrzałości życia wiarą. Oni są najbardziej przekonującą ilustracją tego, że czasu i pieniędzy mamy dokładnie tyle, ile potrzeba, aby być szczęśliwymi i jeszcze podzielić się nimi z innymi. To jest urok świętości – potrafi ona obfitować ale i cierpieć biedę. Życzę Wam, abyście spotykali takich ludzi i umieli docenić ich towarzystwo, ich przyjaźń w pielgrzymce wiary.
Tak naprawdę jest ich wokół nas wielu, spotykamy ich na każdym kroku w każdym uczynku okazanej nam bezinteresownie dobroci.  Ktoś, kto umie dać coś za darmo, niczego w zamian nie oczekując, daje świadectwo, że zrozumiał coś z Prawdy o Bogu, od którego wszystko jest najpierw „za darmo”.
Wielkim błogosławieństwem „Serca Diecezji” jest to, że  możemy nieustannie, rok po roku,  budować się takim świadectwem wielu dobroczyńców naszej wspólnoty. Zwożone jesienią z parafii naszych dary, codzienny widok rozładowywanych przyczep, wypełnionych po brzegi ludzką, bezinteresowną dobrocią, to naprawdę piękny i cenny wykład wiary, nadziei i miłości dla przyszłych kapłanów. Chciałbym za tę wielką pomoc w formacji wszystkim szczerze i serdecznie podziękować.
Pragnę zapewnić Was – Siostry i Bracia – o naszej stałej pamięci modlitewnej. Tę ostatnią uważamy w seminarium za swoją codzienną powinność a w sposób szczególny pielęgnujemy ją na niedzielnej Mszy św., odprawianej zawsze w intencji wszystkich naszych Dobroczyńców.
Niech Wam Bóg pozwoli ucieszyć się Tajemnicą swojego Narodzenia i hojnie obdarzy Łaskami w Nowym Roku. Szczęść Wam Boże!
Ks. Joachim Waloszek
Rektor Seminarium



 



Pliki cookie pomagają nam udostępniać nasze usługi. Korzystając z serwisu, zgadzasz się na użycie plików cookie.